Umiejętności manualne oraz zacięcie artystyczne to dziedziczne obciążenie – żartuje Agnieszka. – Moja mama, plastyczka, nauczyła mnie dziergać, gdy byłam kilkulatką. Babcia projektowała nakrycia głowy do spektakli w Teatrze Wielkim w Warszawie, fantastycznie szydełkowała i haftowała. Mając takie nauczycielki, tworzyłam ubranka dla lal i misiów, budowałam im domy, stale coś lepiłam, rysowałam, malowałam…

 Pracownia marzeń

Agnieszka myślała o grafice, architekturze, wzornictwie przemysłowym, ale stanęło na resocjalizacji. To nie była jej bajka. Imała się różnych zajęć, między innymi była montażystką filmową, wraz z mężem prowadziła przedsiębiorstwo, ale nadal w wolnym czasie dekorowała wnętrza, szyła, robiła na drutach i szydełkowała, haftowała, odnawiała meble… –  Gdy starsza córka wyfrunęła z domu, postanowiłam zrobić coś dla siebie – opowiada. – W decyzji pomogło mi Moje Mieszkanie. Naprawdę! Co miesiąc je kupowałam i zafascynowana czytałam historie kobiet z pasją, które odważyły się realizować marzenia. Ja zawsze coś robiłam, ale po godzinach, gdy zrobiłam już wszystko ważniejsze. Stale brakowało mi czasu, a chciałam się uczyć i wielu rzeczy spróbować. Zebrałam odwagę i zaczęłam tworzyć w pełnym wymiarze godzin, a potem otworzyłam pracownię Willow Hand Made.

Ważne wsparcie

Na jednym ze spacerów z psami Agnieszka poznała Irenę Urban, mistrzynię koronek, zwłaszcza robionych na pięciu drutach według starych instrukcji. Tego nauczyła ją jej mama, wirtuozerka dziergania. – Szybko znalazłyśmy wspólny język – wspomina Agnieszka. – Irenka pomaga mi w pracowni, a przy spiętrzeniu zamówień także nasze koleżanki, Beata i Ola. Przy kawie również wymieniamy się nowymi wzorami, ściegami i doświadczeniami w naszych zmaganiach z rękodziełem. Produkty można kupić na Willowhandmade.pl i portalach rękodzielniczych, a także na Etsy.com i Dawanda.de. Cieszę się, że polskie rękodzieło idzie w świat!