Zawsze byłam niespokojnym duchem. Interesowało mnie wiele rzeczy, m.in. religia i sztuka, które z przyjemnością zgłębiałam. Ostatnio szczególnie leży mi na sercu dobro zwierząt i ochrona środowiska. Staram się też szerzyć wiedzę o Dobczycach, skąd pochodzę, i Galicji. Mąż Krzysztof, pracownik Uniwersytetu Śląskiego, oraz synowie, Tomasz (student informatyki i produkcji filmowej) i Piotr (uczeń liceum ogólnokształcącego), wspierają moje pasje.

Jajko czy kura?

W moim przypadku pierwsza była kura. (śmiech) Zwykle w twórczości „początkiem” jest impuls, odczuwana konieczność zrobienia czegoś, czasem nazywam to uczucie e-mailem od podświadomości. Tym razem było inaczej. Po śmierci babci Hani zostały mi jej sukienki (świetne gatunkowo, lecz dziś nie do noszenia), a jedna, którą pamiętałam od dziecka, wydała mi się warta ocalenia. Wpadłam na pomysł uszycia z niej czegoś, co mogłoby stale mi towarzyszyć. Padło na kurę! Dlaczego? Może z przekory? Świat snobuje się na nowejorki i paryże (ten beton, stal i szkło, brr!), tymczasem Berlin przywraca modę na ogródki działkowe, a Holandia realizuje program przywracania kur krajobrazowi. Poza tym chciałam działać na rzecz i tych zwierząt, tak niedocenianych, pogardzanych.

Kurza rewolucja

Dziś mogę śmiało powiedzieć, że KURY to był przełom w moim życiu: po latach pisania i czytania uruchomiłam drugą połowę mózgu, dobrałam się do nieograniczonej wielości kolorów i wzorów, to był cudowny powrót do dzieciństwa, do radości w stanie czystym! Pierwsza kura miała oczy i ogon, kolejne uprościłam, kierując się ku współczesności, jednocześnie je uniformizując. Indywidualizują je zaś kolory i desenie, czyli strój ptaka. Ukułam na własny użytek taką mądrość, że strój to nastrój – barwa wewnętrzna człowieka i zwierzęcia. Możliwości materiału sprawiają, że moje kury są klasyczne, eko, nowoczesne, etniczne, regionalne, wojskowe (moro), hipsterskie, pop artowskie, upaństwowione („flagowe”). Na wystawach słyszę: „Kury! Ale super!”, „Ile kur!”, „Ojej, wszystkie są uśmiechnięte!”. I już po chwili każdy szuka swojej, jak ja to nazywam „kury wewnętrznej”, która odzwierciedlałaby indywidualny krajobraz wewnętrzny człowieka. A to już coś…!