Praca w domu to zjawisko coraz bardziej popularne. Ale w przypadku Veerle Wenes (artystki, kuratorki wystaw, zafascynowanej zjawiskami zachodzącymi na granicy dziedzin sztuki oraz na styku kreacji i rzeczywistości) chodzi o coś więcej niż wykonywanie płatnego zajęcia w zaciszu własnych „czterech ścian”. Trzy popołudnia w tygodniu otwiera do zwiedzania galerię plus dom, czyli Valerie Traan. Każdy, kto wejdzie, może zobaczyć nie tylko sale wystawowe, ale i jadalnię, salon, kuchnię; sprawdzić, jak obiekty artystyczne prezentują się na wystawie i jak „zachowują się” w mieszkaniu. – To żaden „showroom” – zastrzega właścicielka. – Chodziło o zdefiniowanie na nowo strefy prywatnej w stosunku do publicznej oraz umieszczenie dzieł artystów w jednej i w drugiej. Veerle na swój własny sposób wprowadziła w czyn hasło „życie ze sztuką”, przekształcając codzienność w specyficzny performance. Taka postawa może szokować osoby nade wszystko ceniące sobie intymność. Jak to? Wystawić pokoje na widok publiczny, pozwolić, by kompletnie obcy ludzie „z ulicy” zaglądali do garnków?! Rzecz dzieje się jednak w Antwerpii – mieście, do którego z pobliskiej Holandii przyszła tradycja niezasłaniania okien wraz z przeświadczeniem, że porządny człowiek nie ma nic do ukrycia i niczego nie musi się wstydzić.