Okiem outsidera – ekskluzywny wywiad z Tomem Dixonem dla Dobrego Wnętrza

2021-01-04 14:05 AGF
Tom Dixon
Autor: materiały prasowe Tom Dixon Tom Dixon spawa krzesło PYLON, 1991 r.

Z Tomem Dixonem – projektantem samoukiem i wiecznym poszukiwaczem, jednym z najbardziej rozpoznawalnych designerów naszych czasów, spotkaliśmy się na targach Warsaw Home 2019, gdzie zaprezentował najnowszą kolekcję oraz wygłosił wykład o tym, jak na przestrzeni lat zmieniały się jego sposób pracy i inspiracje. W ekskluzywnym wywiadzie dla Dobrego Wnętrza Tom Dixon opowiada o brytyjskim pierwiastku w designie. Zdradza też, w czym tkwi sekret projektu, który podbije świat.

Agata Fijołek: Jesteś uznawany za bardzo brytyjskiego projektanta. Czy w dzisiejszych czasach design ma narodowość? Na czym polega brytyjskość we wzornictwie?

Tom Dixon: Wielkie marki działają globalnie, na całym świecie czytamy te same magazyny, odwiedzamy te same targi, a mimo to widzimy różnicę pomiędzy włoskim, skandynawskim czy francuskim designem. Dla mnie też korzenie są ważne. Brytyjski przemysł meblarski jest bardzo konserwatywny, właściwie od czasów Arts & Crafts niewiele się wydarzyło. Tworząc własną markę, chciałem go odrodzić. I chociaż nieustannie eksperymentuję z nowymi materiałami i technologiami, w moich projektach widać brytyjską wrażliwość.

A.F.: Twoja marka kojarzona jest z blichtrem i luksusem. Co zachęciło Cię do zaprojektowania sofy dla IKEA?

T.D.: W zglobalizowanym, cyfrowym świecie współpraca to coś zupełnie normalnego. Tak jak oprogramowanie powstaje na zasadzie open source, każdy, kto chce, może się przyłączyć, tak wokół IKEA jest duża społeczność, która „hakuje” ich produkty – ludzie nadają im indywidualny wygląd, nawet zmieniają zastosowanie. Sofę „Delaktig” stworzyliśmy właśnie z myślą o tym, żeby każdy mógł ją przerobić po swojemu. Do współpracy zaprosiliśmy studentów z Royal College of Art w Londynie. Co dla mnie było niezwykle atrakcyjne, to że IKEA ma możliwość produkcji i dystrybucji na ogromną skalę. Mogłem się więc zająć tym, co lubię najbardziej – projektowaniem – a oni wzięli na siebie mniej wdzięczną część tego przedsięwzięcia.

A.F.: Czy design rozwiązuje problemy ludzkości?

T.D.: Moje projekty nie rozwiązują problemów, chyba że jak udekorować salon. Nie dorabiam do nich ideologii. Są tym, czym są – oryginalnymi przedmiotami, które dodają wnętrzom urody. Fascynuje mnie eksperymentowanie z materiałem i formą. Jest w tym coś z alchemii, gdy materiały, które kojarzą się raczej z warsztatem niż salonem, jak miedź, aluminium i żeliwo, zmieniają się w luksusowe lampy czy meble.

A.F.: A jednak lampy „Beat” powstały dzięki pewnemu projektowi społecznemu…

T.D.: To była niekomercyjna inicjatywa, do której zaprosiło mnie British Council. Chcieliśmy ocalić od zapomnienia unikalne lokalne rzemiosło – sztukę wyrobu naczyń z blachy mosiężnej, których od stuleci na północy Indii używano do przenoszenia i przechowywania wody. Zastąpiły je tańsze plastikowe pojemniki, więc fachowców, którzy potrafili kuć piękne blaszane dzbany, gwałtownie ubywało, tym bardziej że władze miasta Jaipur nakazały likwidację ich ulicznych warsztatów. Trzeba było więc nie tyle coś zaprojektować, lecz wymyślić, jak inaczej wykorzystać to wyjątkowe rzemiosło. I tak powstały lampy „Beat”. Charakterystyczna struktura w ich wnętrzu to ślady młotka. Klosze kute są ręcznie w Indiach. Zatrudniamy około dwudziestu ludzi, którzy robią to dokładnie w ten sam sposób jak przez wiele pokoleń ich przodkowie. Każda lampa jest unikatem. Jej wykonanie zajmuje nawet cztery dni.

Tom Dixon, Warsaw Home, Niepowtarzalni
Autor: Jacek Marczewski Tom Dixon na wystawie „Niepowtarzalni″ zorganizowanej przez „Dobre Wnętrze” podczas Warsaw Home

 A.F.: Lampy „Beat” odniosły sukces. W którym momencie wiesz, że projekt okaże się hitem?

T.D.: Tego nigdy nie wiadomo. Za każdym razem staramy się stworzyć coś oryginalnego, czego jeszcze nikt inny nie zrobił, ale dopóki produkt nie trafi na rynek, nie wiemy, czy będzie to sukces, czy porażka. Kiedy w pierwszych latach XXI w. byłem dyrektorem artystycznym Habitatu, poprosiłem najstarszych projektantów, by powrócili do swoich prac z lat 60. Niektóre modernistyczne projekty okazały się komercyjną klapą. Zdałem sobie sprawę, że znakomity design i dobra sprzedaż nie zawsze idą w parze. Tajemnica tkwi nie w przedmiocie, lecz w tym, jak ludzie go postrzegają. Rolą projektanta jest tak o nim opowiedzieć, by chcieli go mieć. Dlatego nie kieruję się trendami. Nieustannie poszukuję, eksperymentuję z materiałami. Projektuję to, co mi się podoba i sprawia przyjemność.