Zamysł budowania domu z bali narodził się w sercu i głowie Wioletty oraz Mirosława z tęsknoty za sielskim życiem, z umiłowania przyrody i potrzeby spokoju. – Wychowałam się na Wzgórzach, Warszewskich gdzie w czasach mojego dzieciństwa po kocich łbach jechały furmanki wyładowane sianem, a pianie kogutów zwiastowało początek dnia – wspomina Wiola. – Tęskniłam za tym mimo wielu lat pobytu w Szczecinie. Na szczęście mąż miał podobne oczekiwania…

Zew natury

Liczne wypady Wioli i Mirka w góry ugruntowały ich decyzję o zbudowaniu domu z drewna, płazów (bal przecięty wzdłuż na pół, ociosany na prosto albo z pozostawionym z jednej strony brzuszkiem). – Idąc tropem przyrody, postawiliśmy na naturalne materiały przy wykańczaniu i urządzaniu wnętrz – mówi pani domu. – Najwięcej u nas jest drewna, bawełny i lnu. Nawet sami robimy środki czyszcząco-pielęgnujące do domu, ogrodu i ciała.

Własnymi rękoma

Gospodyni była pomysłodawczynią wielu rozwiązań, począwszy od schodów i balustrad, na meblach w jadalni i sypialni kończąc. Zostały zrobione pod jej dyktando. Część wyposażenia przyjechała tu z poprzedniego mieszkania pary. Większość sami przerobili, by wpisały się w wyjątkowy charakter tego miejsca. Samodzielnie także zbudowali garaż i budynek gospodarczy. – Wychodzimy
z założenia, że dom ma być dla nas, a nie my dla domu – mówi właścicielka. – Stale się więc zmienia, zbliżając do ideału. Każdej wiosny rzucamy się w wir działań, zatracając się w tym,  co nas cieszy i napędza. W najbliższym czasie mamy w planach budowę wędzarni i uruchomienie produkcji wzmacniających szczepionek makrobiotycznych dla roślin.