Niewielki metraż to wyzwanie. Dopóki dzieci mieszkały z Danutą i Markiem, wnętrze było podzielone ścianami według pierwotnego projektu. Gdy gospodarze zostali sami, mogli pomyśleć o gruntownym remoncie. – Było to dla nas o tyle łatwe – mówi Danuta – że oboje lubimy zmiany i metamorfoza mieszkania wydawała się nam bardzo atrakcyjnym pomysłem.

 Złote głowy, złote ręce

– Z Markiem poznaliśmy się w szkole średniej i od tamtej pory jesteśmy razem – kontynuuje opowieść Danusia. – Zamieszkaliśmy w Żorach, a z naszego balkonu na ósmym piętrze widzimy Beskidy. Oboje jesteśmy niezależni i z fantazją, więc potrafimy zrobić całkowitą metamorfozę i to nie tylko mieszkania, lecz także życia! Mieliśmy ustabilizowaną sytuację zawodową, gdy rzuciliśmy wszystko i wyruszyliśmy do dorosłej już córki mieszkającej zagranicą. Półtora roku pracowaliśmy, zwiedzaliśmy Europę (bo oboje uwielbiamy także podróże), kiedy znowu nam się zmieniło! Był powrót do Żor, ja podjęłam przerwaną pracę w ubezpieczeniach (mąż już pozostał na emeryturze), ale że nam się nudziło, rzuciliśmy się w wir domowych przeróbek. Na ogół ja coś wymyślam sama, ale czasem z Markiem, a potem on bierze na siebie główny ciężar prac. To prawdziwa złota rączka, wszystko potrafi zrobić i do tego ma jeszcze chęci! Poza tym bardzo nas cieszy rezultat przerabiania starego albo brzydkiego na świeże i ładne. A jeszcze jeśli uda się nam coś zrobić efektownego za niewielkie pieniądze, to satysfakcja i zabawa są jeszcze większe! Polecamy ten sport innym z całego serca!