Wyobraź sobie spacer z gdańskiej Starówki w stronę mariny. Nie spiesz się, delektuj widokiem pięknych kamienic, wędruj uliczkami pamiętającymi średniowiecze. Po kwadransie staniesz przed kamienicą z 1917 roku, potem trzeba pokonać wiekowe schody i zapukać do równie starych drzwi…

Wnętrza z duszą

Otworzy je Marzena – uśmiechnięta szatynka, z wykształcenia prawnik i mediator, z zamiłowania mama zajmująca się domem, kucharka i aranżerka wnętrz – jak mówi o sobie. – Młodzieńcze lata spędziłam w „wielkiej płycie”, a potem wraz z mężem w kawalerce – opowiada przy kawie. – Cały czas marzyłam o przestronnym, wysokim mieszkaniu w starej kamienicy.  Po narodzinach pierwszego dziecka, zrobiło się nam za ciasno, więc zaczęliśmy rozglądać się za nowym lokum. No i los nam dopomógł. Pastor kościoła, do którego uczęszczamy, sprzedawał mieszkanie w kamienicy dwie minuty drogi od moich teściów. Zachwyciły nas lokalizacja, wspaniałe ponadtrzymetrowe pomieszczenia, ich rozkład przemyślany i funkcjonalny, a przede wszystkim – wspaniała atmosfera, jaką się w nich czuło.  

Aranżacje z sercem


W remont mieszkania włożono wiele pracy, pieniędzy i wysiłku, ale dziś – budzi podziw!  Zachwyca jego wystrój, którego główną autorką jest Marzena. – Nie chciałam mebli i dodatków z sieciówek – opowiada. – Wyszukiwałam rzeczy na Allegro.pl. Potem je „uzdrawiałam”, malowałam (używam farb Flügger), przecierałam, tapicerowałam (sama albo w zaprzyjaźnionym zakładzie). Marek, mój mąż, wraz ze swoim wspólnikiem podśmiewali się ze mnie i nazywali moje meble „rokokoko”, ale ich uroda i solidność zostały przez nich szybko docenione. Teraz Marek wspiera mnie w moich zakupach. Ja zaś mam ogromny sentyment do każdego odnowionego mebla i czasem śmieję się, że to dla mnie nowy członek rodziny…