Kiedy Zosia wyrosła z pieluch, dotychczasowe mieszkanie Joanny i Mateusza okazało się za ciasne. Zaczęli więc szukać nowego lokum dla ich czteroosobowej rodziny. Zależało im na pozostaniu na Grochowie – dzielnicy Warszawy, którą oboje bardzo lubią. – Gdy weszłam do TEGO mieszkania, wiedziałam, że jest NASZE – wspomina Joasia. – Urzekły mnie okna od sufitu do podłogi, wielki balkon, sensownie rozplanowana całość. Do tego było dostatecznie duże dla naszej rodziny. Zdecydowaliśmy się niemal od razu!

Happy end

Mnóstwo formalności i wreszcie wymarzony moment – klucze w kieszeni! A potem – wyścig z czasem, bo nowi właściciele mieli 5 tygodni na wykończenie mieszkania odebranego w stanie deweloperskim. – Na szczęście znaliśmy zaufaną ekipę fachowców, więc wszystko się udało – opowiada pani domu. – Potem przyszedł czas na urządzanie mieszkania. Gust wnętrzarski miałam już ukształtowany i wiedziałam, że ma być jasno, kolorowo, z nawiązaniem do stylu skandynawskiego, bo podoba mi się jego prostota, uroda i funkcjonalność. Niektóre swoje pomysły konsultowałam z zaprzyjaźnioną projektantką Katarzyną Baran, ale generalnie opierałam się na swojej wizji.

Najwyżej się upierze i pomaluje…

Tak kwitują z humorem pytania innych, mających wątpliwości do morza bieli, jakie jest w ich mieszkaniu. – Uważamy, że w domu trzeba się czuć swobodnie, wygodnie i rodzinnie – mówi Joasia. – Nie zastanawiałam się, czy biel jest praktyczna. Po prostu uważam ją za idealne tło dla kolorów. Nie drżę o stan śnieżnych kanap i ścian. Nic nie trwa wiecznie, a poza tym od czego pralka oraz pędzel i farba? – dodaje ze śmiechem. – W tym mieszkaniu zrealizowałam wszystkie swoje marzenia aranżacyjne i każdego dnia się z tego cieszę. Jesteśmy tu szczęśliwi i oby tak pozostało!