Przez kilka lat mieszkali w pięknym domu z lat 20. wybudowanym przez prapradziadka Janka. Wyprowadzając się z niego, zabrali ze sobą tylko kilka talerzy z Włocławka. Uznali, że przenoszenie przedmiotów z jednego miejsca w drugie byłoby swego rodzaju oszustwem. Woleli, by ich nowe mieszkanie napisało swoją własną historię. Marta długo się do tego przygotowywała. Latami gromadziła w kartonach urokliwe drobiazgi z myślą o nowym mieszkaniu – to filiżankę, to kawiarkę, to koronkowy obrus. Gdy po przeprowadzce wyjęła je z pudeł, okazało się, że są zadomowieni.

Zrządzenie losu

Do dziś pamiętają wieczór sprzed niemal dziesięciu lat, kiedy w sylwestra stali przy tym samym oknie, przy którym dziś jadają śniadania. Pomyśleli wtedy, że w takim miejscu mogliby żyć. Wówczas mieszkanie należało do kuzynki Janka, a oni w ostatni dzień roku pilnowali jej kota, podziwiając fajerwerki za oknem. Los chciał, że teraz są tu u siebie, a rozwiązania zaproponowane przez poprzednią właścicielkę, takie jak kuchnia na wymiar, przepastny regał w salonie czy podłoga z czarnego drewna, pokochali jak własne.

Skandynawskie inspiracje

Pomysły na wnętrze to sprawka Marty, lecz ich realizacja leży po stronie Janka. Ona zawsze lubiła ofertę IKEA, w dzieciństwie polowała na kultowe katalogi. Nie obraża się, gdy ktoś porównuje ich
dom do sklepowej ekspozycji. – Kochamy meble i dodatki z IKEA, widać je u nas na każdym kroku – tłumaczy. – Pozwalają nam maksymalnie wykorzystać niewielką przestrzeń i są jednocześnie hygge – dodaje. I choć czasem doskwiera im brak windy lub zgiełk dobiegający z ruchliwej ulicy, mówią, że nigdzie się stąd nie ruszą.