Gdy stawiałam pierwsze kroki w renowacji mebli, nieraz z bezsilności popłynęła mi łza. Miałam konkretną wizję wnętrza, byłam już na dobre zakochana w shabby chic, i wiedziałam, że jeśli mój dom ma wyglądać tak, jak to sobie wymarzyłam, muszę wziąć sprawy w swoje ręce. Jeszcze kilka lat temu nie było bowiem szans, by w naszym miasteczku kupić meble i dodatki w takim stylu. Zaciskałam więc zęby i zaczynałam wszystko od nowa. Pomogły mi w tym fachowa literatura, internet i Łukasz, który od początku mnie wspierał, razem ze mną odkrywał tajniki odnawiania i postarzania mebli, doradzał, uspokajał i pocieszał. Nie bez znaczenia była też wyniesiona z domu rodzinnego pasja do tworzenia.

Kropka nad i

Meble do przeróbki przywoziłam głównie z pobliskiego targu staroci. Niejednokrotnie wracałam stamtąd autem załadowanym po sam sufit. A gdy dom wypełnił się już urokliwymi przecieranymi meblami, przyszła pora na dodatki. Wyjęłam z szafy zapomnianą maszynę i zmierzyłam się z kolejnym wyzwaniem, jakim była nauka szycia. W pocie czoła z niezliczonych metrów tkanin, tasiemek i falbanek zaczęłam tworzyć poszewki na poduszki, narzuty i siedziska na krzesła, które wspaniale ocieplają nasz dom. Z czasem nauczyłam się szyć bardziej skomplikowane formy. Efekty mojej pracy można oglądać na moim profilu na Instagramie (@shabbysochic), z kolei zmagania z materią i szczegółowe opisy technik zamieszczam na blogu Misschic82.blogspot.com, gdyż okazało się, że dzielenie się wiedzą i doświadczeniami jest kolejną z moich pasji. Dziś, gdy dom jest niemal urządzony, wyznaczyłam sobie kolejny cel – powstanie autorskiej galerii rękodzieła. Kto wie, może i to marzenie się spełni?