Zwykłam mawiać o sobie, że jestem babą. Nie kobietką, nie panią, tylko swojską babą, która żadnej pracy się nie boi, chętnie pomoże i doradzi, a śrubokręt i młotek zawsze ma pod ręką. Kreatywność i życiową zaradność odziedziczyłam po mamie – jest niezastąpiona w rozwiązywaniu domowych problemów. Poluzowane drzwiczki czy chybotliwy stół? Mama szybko znajdzie na to sposób.

 Czym skorupka…

Pierwszym budowlańcem w domu był tata. Całe życie, aż do emerytury, pracował jako majster na budowie. To po nim mam smykałkę do zadań technicznych. W dzieciństwie bardzo często towarzyszyłam mu w pracy, przyglądałam się też uważnie, gdy stawiał nasz rodzinny dom. Nie pamiętam, by mówił, że mi czegoś nie wolno lub że jakieś zajęcie jest nie dla dziewczynek. Chętnie mnie angażował do pomocy i pozwalał brać do ręki prawdziwe narzędzia. Pewnie dlatego dziś tak lubię profesjonalne sprzęty.

Na rozdrożu

Próbowałam swoich sił w budownictwie, ale gdy ukończyłam studia w tym kierunku, okazało się, że w tym świecie nie ma miejsca dla kobiet. Spełnienia zawodowego szukałam więc gdzie indziej. Z czasem dojrzałam do decyzji o założeniu własnej firmy. Ukończyłam kursy urządzania wnętrz i zajęłam się projektowaniem. Na tamtą chwilę stanowiło to idealne połączenie wykształcenia technicznego i pasji do tworzenia. Jednak coraz bardziej brakowało mi pracy fizycznej. A że właśnie się wprowadziliśmy do nowego domu, coraz więcej majsterkowałam. To skonstruowałam stołek, to przerobiłam szafkę. Z czasem powstał blog, na którym dzielę się swoimi dokonaniami z czytelnikami. Aktualnie prowadzę na nim kampanię #babajedzie. Ze swoim sprzętem, materiałami i pomysłami odwiedzam domy innych blogerek, w których przeprowadzam swoje autorskie metamorfozy. Jest to ciężka praca fizyczna, ale i są jej namacalne efekty. A to jest to, co baba lubi najbardziej!