Najprzyjemniej żyje się w Sopocie od początku września do końca czerwca. W dwa wakacyjne miesiące najlepiej zamknąć drzwi na klucz i wyemigrować dokądś, gdzie nie trwa właśnie sezon urlopowy i nie ma tłumu turystów. Jest też sposób, który pozwala pozostać w lipcu i sierpniu w mieście i nie zwariować. Należy tak planować sobie codzienną marszrutę, by droga do pracy, na zakupy, do przyjaciół obchodziła szerokim łukiem ulicę Bohaterów Monte Cassino, poza którą, jak twierdzą rodowici sopocianie, urlopowicze rzadko wychodzą. Łuk musi być rzeczywiście szeroki, bo słynny Monciak ma ponad 600 metrów długości. W lecie na deptaku trzeba przeciskać się przez mrowie przybyszów, wystarczy jednak odejść kilkaset metrów w stronę Górnego Sopotu, by odetchnąć i w wyobraźni przenieść się w czasie do dziewiętnastego wieku, kiedy uzdrowisko powstawało i przeżywało swoje złote lata. Stare wille – które pamiętają czasy, gdy jeszcze nie było molo, po mieście jeździły konne omnibusy a w pobliżu Łazienek Południowych lądowały hydroplany – toną dziś w gąszczu zieleni, a okalające je zdziczałe ogrody zamieszkują omszałe rzeźby autorstwa lokalnych artystów. Sceneria jest iście filmowa. Więcej w nowym numerze Dobre Wnetrze!
tekst: Iwona Ławecka-Marczewska, zdjęcia Mariusz Bykowski, stylizacja Eliza Mrozińska