Teraz grzać może wszystko – twierdzi architekt Mikołaj Wierszyłłowski. Do wyboru oprócz stalowych tafli i drabinek w różnych wariantach są też obudowy kamienne, drewniane, szklane, lustrzane, lakierowane lub z nadrukami, dzięki którym grzejnik wygląda jak wielkoformatowa fotografia albo obraz. – Mnogość materiałów, bogactwo form i metod wykończenia zmienia sposób patrzenia na rolę i usytuowanie tego urządzenia – uważa architektka Katarzyna Kłos. Boom na grzejniki dekoracyjne to wynalazek ostatnich lat, wcześniej traktowano instalację grzewczą jako nieładną konieczność, posuwając się niekiedy do chowania kaloryferów za zasłonami czy ekranami – czego z punktu widzenia funkcjonalności absolutnie nie należy robić. Obecnie grzejniki widnieją na eksponowanych miejscach, konkurując o uwagę z meblami i dodatkami. Katarzyna Kłos uważa, że urządzenie grzewcze może stanowić mocny akcent i punkt kompozycji. – Modele przewidziane do mocowania na ścianach są w zasadzie dwuwymiarowe; z założenia trzeci wymiar jest tu mało istotny, mamy patrzeć na nie jak na obrazy, czyli na wprost. Są jednak na rynku też modele, które „działają bryłą”, przewidziane do lokowania w przestrzeni. Sprawdzą się wtedy w roli dominanty aranżacji, a także jako element dzielący pomieszczenie na strefy – mówi architektka.