Odwieczna tęsknota za kontaktem z przyrodą nie musi dziś pozostawać w sferze marzeń, zwłaszcza wśród mieszkańców coraz bardziej zatłoczonych miast. Że takie marzenia mieszczą się jednak nawet w warunkach wielkich metropolii, przekonują nas pomysły ogrodów na dachu – architektoniczna prowokacja, ale i całkiem realne wyzwanie rzucone ograniczeniom XXI wieku. Idea symbiozy natury z miejską aglomeracją nie jest całkiem nowa, a swoją tradycją sięga XIX wieku. Ale gdy wówczas koncepcje łączenia zieleni z kompleksem mieszkalnym budowano na bazie pomysłów horyzontalnych, stopniowe cywilizacyjne kurczenie się przestrzeni z jednoczesnym rozwojem technologii narzuciło niejako przymus spojrzenia wertykalnego, spojrzenia w górę. Dawny, idylliczny projekt nie przetrwał walki
z miejskim molochem i drapaczami chmur. Ale nie upadł. Zyskał tylko nowe kontinuum, nowy wymiar połączenia duchowej harmonii ze współczesnością. Więcej w nowym DW 07/2014
Tekst EWA KEMPIŃSKA, wybór Olga Strużyna, zdjęcie Raymond Jungles