Dom został kupiony wraz z kawałkiem ziemi w Miedzeszynie. Niektórzy jego mieszkańcy uważają, że znajduje się on za miastem, inni – że blisko centrum. Ewelinie odpowiadały obie opcje. Budynek
był w stanie surowym, więc wszystko było w nim do wymyślenia i zrobienia. Nasza bohaterka podeszła do tego profesjonalnie, robiąc przez dwa lata tzw. moody board. To kolaż składający się z inspirujących zdjęć wnętrz i mebli, palety kolorów oraz dekoracji – służy do wizualizacji koncepcji lub zebrania wszystkich pomysłów w jednym miejscu. To był jej rozkład jazdy, według którego potem szukała elementów wykończenia i wyposażenia domu.

Słabość do glamouru

Koncepcja była taka: jasne wnętrza, delikatne chłodne kolory, szczypta Prowansji i sporo glamouru. Pani domu lubi ten styl, łączący luksus i zmysłowość, blask luster i lśniącego metalu, wyszukane kontrasty mebli stylowych idizajnerskich, potraktowany z przymrużeniem oka. Podoba się jej aura przepychu oraz to, że nie jest on prawdziwy – taka zabawa konwencjami.

Stare jak nowe

Gdy szukała mebli i dekoracji, zależało jej na przedmiotach z przeszłością, które pasowałyby do wizji domu. Cierpliwie penetrowała warszawski targ staroci na Kole oraz tzw. giełdę
w Koszalinie, gdzie bywała przy okazji odwiedzin rodziców. Tam to dopiero są skarby! Od szaf trzydrzwiowych z lustrem po naparstki z porcelany. Ewelina opowiada, że pewnego razu tak się obkupiła na Pomorzu, że swoimi nabytkami załadowała po dach spory samochód i tak przewiozła wszystko do Miedzeszyna. Potem było czyszczenie i malowanie na biało. Jej nowe stare meble nabierały elegancji i zyskiwały prawo pobytu w pięknie wykończonym domu.