Siedem lat temu Joanna Golka i jej siostra wybrały się na spacer po Puszczykowie, podpoznańskiej miejscowości willowej. W życiu Joasi akurat coś się zmieniało, jakieś sprawy się zaczynały, jakieś kończyły… Szukała swojego miejsca. – Prowadziłam wtedy kawiarnię w Gorzowie Wielkopolskim, mieszkałam w Poznaniu. Poczułam potrzebę osiedlenia się – wspomina Joanna. – Musiałam dobrze wybrać, ponieważ przywiązuję się do miejsc i przeprowadzki są dla mnie bolesne. Marzyłam o Puszczykowie z jego pięknymi przedwojennymi willami, starymi ogrodami, cichymi uliczkami. Drugą wytyczną był niewielki dom w starym ogrodzie, a trzecią, najbardziej przyziemną, moje możliwości finansowe, które były raczej mniejsze niż większe. (śmiech) Trafiłyśmy na ruderkę wśród dębów, brzóz i lip. Magia tego zakątka od razu mnie urzekła i go kupiłam.

Przekuwanie okien


Generalny remont jej nie przeraził, bo Joasia lubi ciąć, wiercić, szlifować, malować. Wiele robót wykonała sama. – Dla mnie praca fizyczna jest tym, czym dla innych sport. Wyzwala u mnie hormon szczęścia – żartuje. – Pewnie dlatego tak lubię zajmować się odnawianiem mebli. Przeobrażanie nikomu niepotrzebnych, bezużytecznych starych gratów w piękne sprzęty sprawia mi wielką przyjemność. To magiczny moment, gdy niechciane rupiecie zachwycają i stają się dumą nowych właścicieli. Cieszę się, że swoją pracownię renowacji i stylizacji mebli (oraz miejsce ekspozycji) mam w domu, bo pracując, mogę patrzeć na zieleń. Natura, światło zawsze były dla mnie bardzo ważne. Planując remont, cały rok chodziłam po domu i zaznaczałam kredą na ścianach, jak wędruje po nich słońce, a potem wyznaczyłam najlepsze miejsca dla okien. Fachowcy okna wyjęli, dziury zamurowali, a potem wstawili je tam, gdzie chciałam…

Przenikanie się światów


Dzięki temu zabiegowi dom Joanny jest pełen światła, a latem, gdy okna i drzwi są pootwierane, mieszkanie i ogród stanowią jedność. – Niestety, teraz wystawiane na sprzedaż domy i otaczające je ogrody są „szykowane”. Ludzie bezmyślnie karczują co się da, tworząc goły plac budowy – mówi Joasia. – Dzięki Bogu nikt nie wyciął drzew, ale usunięto rozrośnięte, wspaniałe krzewy. Istna rozpacz! Na szczęście sąsiedzi pokazali mi zdjęcia ogrodu przed „upiększeniem”. Pieczołowicie odtwarzam więc oryginalne kompozycje roślinne. Posadziłam już bzy i jaśminowce. Czeremcha, która przetrwała pogrom (nie dała się wykarczować), pięknie się rozrasta i latem mam pachnąco…