Właściwie moje pasje nie zmieniły się od czasu szkoły podstawowej. Już wtedy interesowałam się geografią i kochałam język angielski (po dwóch latach nauki sama przeczytałam w oryginalnej wersji „Anię z Zielonego Wzgórza”; dziś jestem nauczycielką). Dziergałam też na drutach i szydełkiem. Czasy PRL-u miały tę zaletę, że trzeba było wykazywać się pomysłowością, by mieć coś ładnego – uczyły kreatywności.

O szyciu, co jest jak jazda  na rowerze, i innych historiach

Przyglądałam się mamie szyjącej zasłony, obrusy, ubrania dla rodziny. Fascynowało mnie, że coś powstaje z kawałków tkanin. Gdy wstawała od maszyny, z resztek szyłam kreacje dla lal. Potem na długo zapomniałam o tym. Dopiero cztery lata temu wyciągnęłam „sprzęt” i okazało się, że z szyciem jest jak z jazdą na rowerze – nie zapomniałam niczego, czego nauczyłam się jako dziecko. Nie przyszło mi do głowy, by pójść na kurs, wolę uczyć się metodą prób i błędów. Umiem uszyć domowe tekstylia, maskotki i to mi wystarczy. Zaczęły mnie pochłaniać inne pasje. Dużo czasu poświęciłam decoupage’owi. Nie wiem, jak i kiedy znalazłam informacje na ten temat w internecie, i tak mnie to wciągnęło, że postanowiłam spróbować. Zaczęłam od doniczek i pudełek, a skończyłam na meblach. To z kolei zrodziło kolejną fascynację – odnawianie ich i przerabianie. Niedawno odkryłam farby kredowe; zachwycona  możliwościami, jakie dają, przemalowuję wszystkie sprzęty w domu. Zainteresowałam się sztuką transferu grafik oraz scrapbookingiem. Tworzę pamiątkowe księgi z okazji ślubu, chrztu, komunii czy urodzin. Kolejna wielka pasja to gotowanie. Uwielbiam zgłębiać przepisy, tworzyć własne wariacje na ich temat. Z przyjemnością spędzam czas, przygotowując pyszności.

Inspiracje bezcenne

Z lubością przeglądam pisma wnętrzarskie, przede wszystkim Moje Mieszkanie (mam większość numerów, archiwalnych nawet!), i blogi poświęcone aranżacji wnętrz. Szczególnie cenię styl prowansalski, lecz z biegiem czasu doceniam coraz bardziej skandynawski, lubię też wnętrza konsekwentnie utrzymane w konwencji black & white, choć raczej nie mogłabym w nich mieszkać. Aranżując nasz dom, nie trzymałam się sztywno danego stylu, uznałam, że ciekawsze będzie łączenie rzeczy i dekoracji, które mi się podobają. Odwiedzający nas znajomi czasem się dziwią, że mamy tyle przedmiotów z różnych bajek. Jednak zaraz dodają: „Ale, wiecie co, to wszystko razem do siebie pasuje i ładnie wygląda!”. Zbyt dużo mi się podoba, więc czuję, że nigdy nie osiągnę takiego stanu, bym była zadowolona z domu w stu procentach. Myślę, że zawsze będę coś zmieniać, to silniejsze ode mnie!