Jaime Hayon, gigant designu. Ekskluzywny wywiad „Dobrego Wnętrza”

Jaime Hayon, projektant
Autor: mat. pras. Fritz Hansen Jaime Hayon

Jaime Hayon, słynny projektant, udzielił ekskluzywnego wywiadu magazynowi „Dobre Wnętrze” podczas Łódź Design Festival 2018, którego był gościem specjalnym. Ze światowej sławy designerem rozmawialiśmy o projektowaniu odpowiedzialnym, brzemieniu sławy, wzornictwie XXI wieku, ale też o tym, co lubi gotować i jak mieszka.

Iwona Ławecka-Marczewska: Jesteś wciąż młody, a już uważany za klasyka. Czy to ci nie ciąży?

Jaime Hayon: Absolutnie nie. Ja w ogóle nie ulegam stresom. Cieszę się tym, co robię. Gdy zaczynałem, mój ojciec powiedział: „Synu, kocham cię, ale martwi mnie, że wybrałeś tak trudną profesję”. Miał rację, bo wielu designerów nie pracuje w swoim zawodzie. Sukces nie zależy tylko od talentu. Trzeba być utalentowanym, ale też umieć prezentować swoje projekty, mówić o nich, dobrze przedstawiać pomysły. Bardzo ważne jest też wyczucie biznesowe. Wielu kreatywnych ludzi nie wie, jak skomercjalizować swoje projekty. Co równie istotne: w procesie powstawania produktu designer nie jest jedyną osobą, której głos się liczy. I pamiętajmy, że trzeba zainwestować dużo czasu. Produkt powstaje dwa, trzy lata. Można wcześniej pokazać go na targach, jako prototyp, ale prototypu nie sprzedasz. Zarabiasz dopiero wówczas, gdy firma go wyprodukuje. Jeśli jesteś znany, płacą ci zaliczkę. Gdy startowałem w zawodzie, byłem nieco zdesperowany. Moje wielkie wyzwanie brzmiało: jak zrobić na tym biznes? Rzeczy projektowane przeze mnie na początku kariery podobały się producentom. Pytałem: „Dlaczego ich nie sprzedajecie?”. Odpowiadali, że to musi potrwać. Ja na to: „O rany, przecież mam czynsz do zapłacenia”. Jakaś katastrofa. Ale prawda jest taka, że na końcu tej drogi, gdy już się poświęci konieczny czas, powstaje produkt, który zostaje na zawsze, i lata spędzone na jego tworzeniu zwracają się. Przez ostatnich piętnaście projektowałem dla wielu firm. Powstało bardzo dużo produktów, które odniosły sukces. W zasadzie mógłbym już nie pracować. Już nic nie muszę. Hayon Studio świetnie sprzedaje moje projekty. I to nie są tylko rzeczy, które zaprojektowałem w tym roku, ale też trzy, pięć, dziesięć lat temu. W moim zawodzie trzeba sobie dać czas. Jak w muzyce. Muzycy też, zanim zrobią karierę, bywają biedni jak mysz kościelna. Pięć lat żyłem w Barcelonie na skraju ubóstwa. Mój jeden brat jest prawnikiem w branży nieruchomości, drugi bankierem. Oni zarabiają pieniądze natychmiast. Ja początkowo żyłem jak kloszard, ale koniec końców opłaciło się. I dlatego to jest świetna profesja. Teraz to już wiem, ale kiedyś myślałem zupełnie inaczej.

Jaime Hayon i Iwona Ławecka-Marczewska
Autor: Aneta Grzegorzewska-Półtorak, Spółdzielnia PR Jaime Hayon i Iwona Ławecka-Marczewska

Iwona Ławecka-Marczewska: Czy w XXI wieku designer może po prostu projektować, czy musi być odpowiedzialny, myśleć o zrównoważonym rozwoju, ekologii?

Jaime Hayon: Myślę o wszystkim. Dziś jest to oczywiste. Kiedy zaczynałem (pierwszy raz coś zaprojektowałem chyba w 1998 r.), producenci mieli na uwadze ekologię, ale ona nie była najważniejsza. Dziś bez stosownych certyfikatów nie wejdzie się na rynek.

Iwona Ławecka-Marczewska: A co sądzisz o nadprodukcji, nadmiarze rzeczy?

Jaime Hayon: Gdy projektuję, nie myślę o ilości, lecz jakości tego, co robię. Wszystko musi być perfekcyjne, by mogło służyć przez lata. To jeden z moich priorytetów. Z drugiej strony, nie lubię się powtarzać. Staram się tworzyć rzeczy, które będą entuzjastycznie przyjęte, wywołają uśmiech na twarzach, ale też będą miały znaczenie, niosły jakiś przekaz. Tu cię zaskoczę, ale 70–80 procent propozycji, by coś zaprojektować, jakie dostaje moje studio, odrzucamy. Dostajemy mnóstwo ofert, ale też często mówię: „Nie”. Wierzę w to, że trzeba dawać ludziom tylko coś naprawdę interesującego. Pracowałem kiedyś dla pewnej fabryki porcelany. Od jej właściciela usłyszałem słowa, które najpierw nieco mnie zszokowały, ale pomogły zrozumieć, dlaczego na nas, designerach, ciąży tak wielka odpowiedzialność. Powiedział: „Zaczynaliśmy w latach 50. XX w., dziesięć lat później zatrudnialiśmy 40 osób, dziś jest ich 1000. Całe rodziny. Codziennie rano wstają z łóżka po to, by robić porcelanę. Jednego z pracowników poznałem, gdy był nastolatkiem, teraz ma dwóch synów, obaj u mnie pracują”. Ta historia czegoś mnie nauczyła. Jestem artystą i designerem. Kiedy projektuję, muszę myśleć o ludziach, pamiętać, że tworzę nie tylko dla siebie, ale dla ludzi, dla przemysłu, który dzięki temu się rozwija.

Iwona Ławecka-Marczewska: Jak postrzegasz współczesny design?

Jaime Hayon: Jest wielu świetnych twórców, jak bracia Bouroullec, Jasper [Morrison – red.], Konstantin [Grcic – red.]. Nasze pokolenie jest jednym z najbardziej kreatywnych. W poprzednim stuleciu mieliśmy oczywiście Bauhaus, Gute Form, Memphis. Ale to, co dzieje się teraz, jest naprawdę ekscytujące. Kombinacja technologii i rzemiosła. Niesamowity moment, gdy tradycja spotyka się z technologią, a to, co lokalne, z tym, co globalne. Dla kreatywnych ludzi ta przestrzeń dialogu jest niczym wielka kuchnia, w której mogą gotować.

Iwona Ławecka-Marczewska: A propos, podobno chciałeś zostać szefem kuchni?

Jaime Hayon: Tak, gotowanie i projektowanie mają ze sobą wiele wspólnego. Cały czas gotuję.

Iwona Ławecka-Marczewska: Co najchętniej gotuje Jaime Hayon?

Jaime Hayon: Dania azjatyckie, hiszpańskie. Jestem w tym dobry, mam sprawne ręce i serce do gotowania. Moja mama była szefem kuchni. Dorastałem w kuchni, więc gotowanie nie jest dla mnie niczym trudnym.

Iwona Ławecka-Marczewska: A co obecnie „przyrządzasz” w Hayon Studio?

Jaime Hayon: Pracuję nad wieloma projektami. Kilka wystaw artystycznych, współpraca z różnymi producentami. Hotel w Londynie. Inny duży projekt w Szanghaju. Ważny dla mnie artystyczny projekt w Hongkongu, kolejny w Pekinie. Wystawa w Dallas. Zawsze jednocześnie pracuję nad 25–30 projektami, ale to dobrze. Ostatnio ktoś zaproponował mi zrobienie kaplicy!

Iwona Ławecka-Marczewska: Zaprojektujesz coś w Polsce?

Jaime Hayon: Jak do mnie zadzwonią? Kiedyś ktoś z Polski zaproponował mi zaprojektowanie domu, ale w końcu do tego nie doszło.

Iwona Ławecka-Marczewska: Piszemy głównie o wnętrzach, więc oczywiście interesuje nas, jak ty mieszkasz?

Jaime Hayon: Mam dwa domy. Obydwa naprawdę piękne.

Iwona Ławecka-Marczewska: Są stare czy nowe?

Jaime Hayon: W Londynie mam dom w stylu industrialnym, będący mieszaniną starego z nowym. Dom nad Morzem Śródziemnym jest inny. Naprawdę go lubię. W domu w Walencji czuje się ducha przeszłości. Budynek, z klasycystycznymi elementami, wzniesiono w 1918 r. Starałem się odzyskać wiele oryginalnych detali, ale też dodałem własne. Wchodzi się do starej części domu, z pięknymi meblami, potem jest dziedziniec i część nowa. Śródziemnomorska tradycja i współczesny duński design – taki miks. Miłe miejsce, z wieloma rodzajami światła. Kocham światło. Namawiam architektów wnętrz, by burzyli ściany, wpuszczali światło, a reszta sama przyjdzie. Dom potrzebuje światła i perspektywy. Gdy myślę o wnętrzach, zawsze mam przed oczami perspektywę. Patrząc na wnętrze, trzeba widzieć wiele rzeczy naraz. Wiele warstw i planów. To najważniejsze.