Spis treści
Nieczęsto zdarza się, by właściciel mieszkania podczas remontu znajdował się setki mil od domu. Tymczasem Tomasz właśnie wtedy był na Morzu Arktycznym. Wyprawa na Spitsbergen zbiegła się z momentem, gdy w jego warszawskim apartamencie montowano kuchnię, ustawiano zabudowy i dopracowywano ostatnie detale.
To nie jest jednak historia o zaufaniu do architekta. To historia o wnętrzu, które od początku miało być osobiste.
Bo choć mieszkanie Tomasza ma zaledwie 67 metrów kwadratowych, nie przypomina katalogowej realizacji. Każdy element wydaje się wynikać z czyjejś codzienności, wspomnień i przyzwyczajeń. Za projekt odpowiada Joanna Lemka-Wójcik z pracowni JLW STUDIO.
Błękit zamiast modnych akcentów
Do mieszkania wchodzi się przez spokojną, stonowaną przestrzeń. Dominuje drewno, jasne beże i czerń pojawiająca się jedynie w detalach. Dopiero po chwili wzrok zatrzymuje się na kolorze, który prowadzi już przez całe wnętrze.
To nie intensywny granat ani pastelowy błękit. Raczej odcień spokojnego nieba tuż nad linią horyzontu.
Pojawia się na ścianach, frontach mebli i we wszystkich najważniejszych pomieszczeniach. Nie próbuje dominować. Łączy kolejne strefy mieszkania w jedną opowieść.
Dla właściciela ma znaczenie szczególne. Tomasz od lat żegluje, a błękit jest kolorem, który kojarzy z otwartą wodą i przestrzenią. Dzięki temu mieszkanie zyskuje coś, czego nie da się zaprojektować wyłącznie przy pomocy próbnika kolorów - własną tożsamość.
Stonowany odcień niebieskiego przełamuje beżowo-drewnianą bazę, a jednocześnie wprowadza spokój i konsekwencję, buduje charakter całego wnętrza. To odcień, który właściciel - zapalony żeglarz - docenia szczególnie: codzienna obecność błękitu przywołuje skojarzenia z horyzontem i spokojem otwartych wód - wyjaśnia architektka Joanna Lemka-Wójcik.
Kuchnia schowana, salon otwarty
Najważniejsza zmiana nie dotyczyła jednak kolorów. Układ mieszkania odwrócono niemal o sto osiemdziesiąt stopni. Aneks kuchenny przeniesiono na przeciwległą ścianę strefy dziennej i schowano go we wnęce. Dzięki temu salon zyskał oddech.
Dziś wzrok nie zatrzymuje się na ciągu szafek czy sprzętach AGD. Najpierw dostrzega przestrzeń, potem światło, a dopiero później kolejne funkcje mieszkania. To rozwiązanie sprawiło, że część dzienna stała się miejscem odpoczynku, rozmów i spotkań, a kuchnia naturalnie wpisała się w tło codzienności.
Zobacz także: Jak smakowity deser. To mieszkanie tonie w karmelowych odcieniach. Sypialnię ukryto za lustrem
Wnętrze, które opowiada o właścicielu
Najciekawsze elementy tego mieszkania nie kosztują najwięcej. Na jednej ze ścian wiszą dwa plakaty przedstawiające plany miast. Wrocławia i Warszawy. Pierwszy przypomina o miejscu, z którego właściciel pochodzi. Drugi mówi o tym, gdzie mieszka dziś.
Kilka kroków dalej uwagę przyciąga regał z kolekcją LEGO. Został zaprojektowany tak, aby modele były równie ważnym elementem aranżacji jak książki czy ceramika w innych domach.
To właśnie dzięki takim detalom wnętrze przestaje być anonimowe.
Mniej lamp, więcej światła
Na suficie trudno znaleźć dekoracyjne żyrandole czy efektowne lampy wiszące. Ich brak okazuje się jedną z największych zalet tej realizacji.
Światło prowadzi przez mieszkanie niemal niezauważalnie. Liniowe oprawy porządkują przestrzeń, wyznaczają kierunki poruszania się i podkreślają architekturę, nie konkurując z nią. Wieczorem charakter wnętrza zmienia się całkowicie.
Światło staje się miękkie, bardziej punktowe. Kinkiety przejmują rolę głównego oświetlenia, tworząc atmosferę sprzyjającą odpoczynkowi. W sypialni towarzyszą lekturze, w łazience ułatwiają codzienne rytuały, a w salonie pozwalają oglądać film bez ostrego światła padającego z sufitu.
To przykład oświetlenia, które nie domaga się uwagi, ale trudno wyobrazić sobie bez niego całe wnętrze.
Czytaj także: Są jak prawdziwe dzieła sztuki! Nowoczesne lampy dekoracyjne, oto najmodniejsze modele 2026
Wszystko ma swoje miejsce
Mieszkanie znajduje się w budynku z rynku wtórnego, dlatego szczególną uwagę poświęcono przechowywaniu.
Zabudowy zostały wpisane w architekturę mieszkania tak dyskretnie, że momentami niemal znikają. Szafy dochodzą do ościeżnic, drzwi do łazienki ukryto w fornirze z zachowaniem ciągłości usłojenia, a podwieszane meble pozostawiają wolną przestrzeń dla robota sprzątającego.
Dziś coraz więcej mieszkań wygląda podobnie. Te same kolory, te same meble, podobne inspiracje. Tutaj udało się tego uniknąć.
Nie dlatego, że pojawiły się wyjątkowo drogie materiały czy spektakularne rozwiązania. Po prostu ktoś zamiast podążać za trendami zdecydował się opowiedzieć własną historię.
I właśnie dlatego ten apartament zostaje w pamięci znacznie dłużej niż wiele większych i bardziej efektownych realizacji.
Projekt: Apartament na MokotowieMiejscowość: WarszawaDesign: JLW STUDIOFoto: PION POZIOMMateriał prasowy AQForm
Więcej zdjęć tej realizacji znajdziesz w galerii.