MM 6/2017 - Szklana menażeria: Dorota Kamińska-Bartkowiak z Warszawy

2017-05-05 10:34 Bożena Kowalewska
Szklana menażeria
Autor: Piotr Mastalerz W królestwie Doroty panuje spokojny klimat. Meble rozmaite: trochę starych, trochę nowych. Wszystko białe lub prawie białe, tak jak kanapy – stylowa z czasów PRL-u i nowoczesna z IKEA.

Dorota Kamińska-Bartkowiak jest miłośniczką filmów, kolekcjonerką szkła i kryształów. Swoje zbiory nazywa szklaną menażerią od tytułu lubianego starego filmu. Swoje mieszkanie urządziła tak, że kilka razy do roku może z łatwością zmieniać jego wystrój.

Pani domu z upodobaniem cytuje Irenę Kwiatkowską z serialu Czterdziestolatek: „Jestem kobietą pracującą i żadnej pracy się nie boję…”. Jej życiorys zawodowy imponuje. Absolwentka AWF-u i SGH śmieje się, że nieraz jej kariera przebiegała w iście amerykańskim stylu, czyli od czyścibuta do milionera. W amerykańskiej korporacji finansowej awansowała w ciągu dwóch miesięcy z recepcjonistki na dyrektora do spraw PR. Zaliczyła Londyn, miała kilka własnych firm. Pracowała w wielu miejscach i branżach. Przeprowadzała się 20 razy! Może stąd wynikła jej koncepcja wynajmowania, a nie kupowania mieszkania. Kocha być w ruchu. Ma też drugi etat – najważniejszy. Jest szczęśliwą mamą trojga dzieci.

To lubię…

Po tylu przeprowadzkach nasza bohaterka potrafi urządzić się w każdym wnętrzu. Jej credo to: biało i czysto. Ściany i meble stanowią neutralne tło, a wystrój zmienia się wraz z porami roku. Za pomocą tkanin, poduszek i dekoracji pani domu nadaje wnętrzom coraz to inny klimat. Do bieli wszystko pasuje: szarości i beże, czerwień i zieleń, róż i błękit. Dorota lubi bawić się kolorami i konwencjami. Czasem nie czeka na nową porę roku i w środku sezonu urządza dla przyjaciół imprezę Raz na ludowo. W ruch idą góralskie chusty, kierpce i… oscypki. Mieszkanie zamienia się w wiejską chatę.

Pełna pomysłów

Gospodyni opowiada, że jak przyjdzie jej coś do głowy, wszystko rzuca i zabiera się do realizacji pomysłu. Tym razem padło na talerze. Leżały spokojnie na półce, szybko umyła je i z pomocą całej rodziny zrobiła obramowanie okna. Jeden cenny talerz został niechcący stłuczony przez ukochanego pani domu, który omal nie dostał zawału z tego powodu. Za naprawę trzeba było zapłacić tyle, co za nowy, który był nie do odkupienia. Talerz skleił prawdziwy artysta – reperacji nie widać, a kuchnia wygląda pięknie w niecodziennej dekoracji.