Spis treści
- Strach przed porażką. Niespełnione marzenie o ASP
- Czas wyjść z norki. Tak wyglądały początki marki
- Myszki, które podbiły serca internautów
- Od Narodzin Wenus do seryjnego zabójcy. Mysie inspiracje
- Myshville. Mysie miasto, które Cię zachwyci!
- Ekologiczna odpowiedzialność. „Szyby robię z plastikowych opakowań po borówkach”
- Filcowe myszki Joanny. Zobacz zdjęcia
Strach przed porażką. Niespełnione marzenie o ASP
Joanna (ig: wyszloznorki) zawsze marzyła o studiowaniu na Akademii Sztuk Pięknych. Jako licealistka była przekonana, że to właśnie na uczelni obecnie nazywającej się Uniwersytetem Artystycznym, rozwinie swoje twórcze skrzydła. Jednak jej plany stanęły pod znakiem zapytania, gdy na ostatniej prostej zdecydowała się nie złożyć teczki na egzaminy wstępne. Strach przed porażką, obawa, że nie zda i nie podoła wymaganiom, sprawiły, że nie podjęła wyzwania.
To było moje ogromne marzenie, a mimo to stchórzyłam. Po prostu nie odważyłam się działać, a do tego nie miałam planu B. Trochę przez przypadek wybrałam studia ze specjalizacją z zakresu meteorologii i klimatologii, ponieważ na maturze zdałam geografię na ocenę celującą. Finalnie studia okazały się bardzo ciekawe, dlatego je ukończyłam, jednak moja kariera zawodowa rozwinęła się w kierunku poligrafii, a później zarządzania.
Z perspektywy lat Joanna zastanawia się czasami, jak potoczyłoby się jej życie, gdyby wybrała inną drogę.
- Dzisiaj nie żałuję podjętych decyzji, ale ta nastoletnia ja zawsze gdzieś tam się dobijała. Mówiła mi: może jednak pokażemy światu, na co nas stać i zobaczymy, co się wydarzy?
I spróbowała. Wcześniej zajmowała się różnymi formami rękodzieła, ale żadna z nich nie pochłonęła jej na tyle, by poczuła pełną satysfakcję. Dopiero dzięki swoim kotom odkryła, co może sprawić jej prawdziwą radość i dać artystyczne pole do popisu.
i
Czas wyjść z norki. Tak wyglądały początki marki
Historia marki „Wyszło z norki” rozpoczęła się w 2021 roku. Pomysł na filcowe myszki, który zrodził się w głowie Joanny, nie tylko zaskoczył ją samą, ale dał jej poczucie pełnej satysfakcji twórczej.
To, co zapoczątkowało tę niespodziewaną pasję, miało związek z jej kotami i nadchodzącymi świętami. Zbliżał się listopad, a Joanna zaczęła rozmyślać o tym, jak poradzić sobie z bombkami na choince, które cztery koty rokrocznie zrzucały przy pierwszej nadarzającej się okazji. Wtedy wpadła na pomysł, że może zamiast standardowych ozdób, postawi na coś, co będzie bezpieczne, nietłukące i, co najważniejsze, mieszczące się w jej guście. Po przejrzeniu tego, co oferuje rynek, doszła do wniosku, że aby spełnić wszystkie kryteria musi te ozdoby wykonać sama, a skoro zmiana wynika z zachowania kotów, to zdecydowanie powinny to być myszy.
Pierwsza filcowa myszka, mimo że daleka od ideału, była dla niej przełomem. Stworzyła ją bardzo intuicyjnie, wiedząc tylko, że trzeba gęsto nakłuwać wełnę, aby uzyskać pożądany kształt. Zafascynowana tym procesem, szybko zaczęła tworzyć kolejne figurki. A wtedy rozpoczęła się prawdziwa przygoda z rękodziełem, która wkrótce przerodziła się w pełnoprawną markę.
Nazwa „Wyszło z norki” nie ma nic wspólnego z samymi myszami. To nawiązanie do mojego procesu wyjścia z cienia, z „norki” – z miejsca, w którym przez lata nie miałam śmiałości pokazać światu tego, co robię.
Myszki, które podbiły serca internautów
Wkrótce założyła konto na Instagramie, a myszki zaczęły zdobywać serca nie tylko najbliższych Joanny, ale także szerszego grona odbiorców, w tym internautów. Radość i wzruszenie towarzyszyły każdemu, kto otrzymywał je w prezencie – ręcznie wykonana myszka stała się symbolem osobistego, unikalnego podarunku, który na długo pozostaje w pamięci i cieszy oko.
i
Joanna zaczęła także brać udział w targach, gdzie jej prace spotkały się z niezwykle ciepłym przyjęciem. Każda rozmowa z klientami, którzy z radością reagowali na jej dzieła, była dla niej niezapomnianym doświadczeniem.
– Zobaczyć, jak ludzie z entuzjazmem podchodzą do moich prac, zarówno kobiety, jak i mężczyźni, po których się tego nie spodziewałam, to było coś niesamowitego!
Jednak po pewnym czasie, w trakcie przygotowań do kolejnych targów, Joanna dostrzegła, że tworzenie tak dużej ilości myszek, dodatkowo pod presją czasu, zaczyna odbierać jej radość z tego, co robi.
– Przestałam czerpać z tego przyjemność. Zaczęłam, miesiącami poprzedzającymi targi, tworzyć myszki na akord, by zdążyć wykonać czasami nawet 200 sztuk na jeden weekend. Zaczęły się też pojawiać kontuzje, tak obciążonych w tym czasie, rąk – mówi.
W tym trudnym okresie oczywiście mogła liczyć na ogromne wsparcie swojego męża oraz rodziny i przyjaciół.
– Przygotowania były czasochłonne i dotknęły przede wszystkim mojego męża, który nie tylko mnie wspierał, ale także ściągnął na siebie wiele obowiązków, żebym mogła się skupić na swojej pasji. Bez jego pomocy byłoby to po prostu niemożliwe – podkreśla.
Mimo licznych pozytywnych reakcji, ciepłych słów oraz napływających zamówień aktualnie Joanna podjęła decyzję, że nie będzie brać udziału w kolejnych targach. Postanowiła wrócić do korzeni – tworzyć w zgodzie z własnymi możliwościami i pasją, bez presji masowej produkcji. Najważniejsze dla niej jest odzyskanie radości z rękodzieła.
Przeczytaj także: „Natura jest elementem mojej tożsamości” – wyznaje Maria, mama 5 dzieci, tworząca ceramikę inspirowaną dziką przyrodą
Od Narodzin Wenus do seryjnego zabójcy. Mysie inspiracje
Tworzenie myszek z filcu to prosta, a zarazem fascynująca metoda, której tajniki skrywają się za zaledwie kilkoma narzędziami.
- Wystarczy gąbka do filcowania (moja pierwsza to była stara poduszka ogrodowa!), igły na początek w dwóch – trzech rozmiarach i trochę wełny zgrzebnej lub czesankowej. Koszt całego zestawu dla początkującego – gąbki, igieł i wełny – to wydatek, który nie przekroczy 50 zł. To hobby z niskim progiem wejścia, ale z ogromnym potencjałem twórczym. Na pewno warto spróbować!
i
Pierwsze prace powstawały na zasadzie metody prób i błędów, ale wkrótce Joanna zaczęła tworzyć myszki coraz bardziej złożone – personalizowane, dopasowane do zamówień klientów. I to właśnie te unikalne, często zaskakujące projekty sprawiają, że każda postać staje się małym dziełem sztuki. Dla każdego z zamawiających ich szczegóły mają głębokie znaczenie, które tylko oni potrafią zrozumieć.
Myszy Joanny to nie tylko figurki o osobistych cechach. W jej pracach nie brakuje nawiązań do sztuki czy popkultury. Jednym z większych projektów były myszki inspirowane klasycznymi postaciami z historii sztuki – Narodziny Wenus, Dziewczyna z perłą, na naszą uwagę zasługuje też na przykład Syrenka Warszawska.
Rękodzielniczka nie bała się eksperymentować i wykraczać poza utarte schematy. Z czasem zaczęła sięgać po mroczniejsze inspiracje, co zaowocowało stworzeniem m.in. myszki Hannibala Lectera.
– To był absolutny hit – mówi Joanna. – Klientka zamówiła myszkę, która miała przedstawiać tego kultowego seryjnego zabójcę. Ten pomysł już wcześniej chodził mi po głowie, ale nie byłam pewna czy odbiorcy są na to gotowi. To zamówienie dało mi potwierdzenie, że tak i okazało się być jednym z najbardziej ekscytujących wyzwań.
Z odwołaniem do historii sztuki, kultowych postaci, a także współczesnych bohaterów, artystka tworzy dzieła, które mają swoje głębsze znaczenie, a dla każdego, kto je posiada, stają się czymś absolutnie wyjątkowym.
Myshville. Mysie miasto, które Cię zachwyci!
Myszy to jedno, ale Joanna nie poprzestała na samej radości tworzenia małych, filcowych figurek. Po jakimś czasie poczuła, że jej dzieła potrzebują odpowiedniego tła, które w pełni je wyeksponuje. I tak powstało Myshville – małe, mysie miasteczko, które zachwyca każdego, kto zobaczy jego detale. To przestrzeń, która powstawała etapami i jest dziełem, na które złożyło się połączenie technicznych umiejętności i twórczej wyobraźni.
i
Zainspirowana swoim ojcem, który od najmłodszych lat uczył ją pracy w drewnie i majsterkowania, Joanna postanowiła stworzyć coś unikalnego.
- Mój tata nauczył mnie, że nie ma rzeczy niemożliwych. Czasem, gdy mówię o moich pomysłach, słyszę, że tego nie da się wykonać. Wtedy z tym większą radością przystępuję do działania.
Pierwszy budynek w miasteczku miał zlokalizowaną na parterze kwiaciarnię, a na górze – sypialnię z kominkiem. Kolejnym krokiem było stworzenie restauracji „U Popiela” oraz baru „Białe Myszki”, które dodały miastu charakteru. Powstał tu także m.in. plac – Myszka I, z kostkami brukowymi wykonanymi ręcznie z masy modelarskiej. Każda kostka została indywidualnie uformowana, szlifowana i malowana, by uzyskać efekt prawdziwego bruku.
Wszystkie budynki są otwierane z tyłu, co pozwala na pełną aranżację wnętrz i tworzenie mini planów zdjęciowych. Myshville to przestrzeń, która rośnie z dnia na dzień, wciąż rozwijając się i dostosowując do nowych pomysłów Joanny, tworząc wyjątkowe tło dla jej myszy i pełniąc rolę małego, mysiego świata pełnego detali.
Ekologiczna odpowiedzialność. „Szyby robię z plastikowych opakowań po borówkach”
Ekologia odgrywa kluczową rolę w twórczości Joanny. Już od lat kieruje się zasadami szacunku dla środowiska, które przekładają się na jej codzienne życie i proces twórczy. Jak sama mówi, nie wierzy w to, że indywidualne działania nie mają znaczenia – każda mała decyzja ma swój wpływ.
W pracy stawia na recykling oraz materiały bezpieczne dla środowiska. Zamiast kupować gotowe gadżety pochodzące z Chin, sięga po przedmioty, które zwykle znalazłyby się w śmieciach. Wykorzystuje tkaniny z second-handów, które oprócz walorów ekologicznych oferują ogromną różnorodność wzorów i kolorów, jakich nie znajdzie w żadnym sklepie z tkaninami. Kiedy w swoim otoczeniu nie znajduje czegoś, co można by ponownie wykorzystać, tworzy miniaturowe przedmioty od podstaw - z masy modelarskiej, papieru, wykałaczek, etc.
Co więcej, nie boi się spożytkować pozornie niepotrzebnych rzeczy do tworzenia skomplikowanych detali. Plastikowe opakowania np. po borówkach stają się oknami w mysim miasteczku. Z blistrów po lekach wykonuje gogle dla narciarzy, a zasuszone chwasty, posiadające wbrew pozorom niesamowite kształty, po uprzednim pomalowaniu, stanowią podstawę pięknych ślubnych bukietów dla mysich panien młodych.
Czasami wystarczy spojrzeć na to, co wyrzucamy oraz na to, co nas otacza i zobaczyć w tym nową możliwość – mówi Joanna.
To właśnie takie zaskakujące, codzienne przedmioty i parkowe znaleziska stanowią dla niej inspirację, a ich przekształcenie w mysie dzieła daje jej ogromną satysfakcję.
Kończąc rozmowę, Joanna wspomniała, że pragnie być inspiracją dla wielu innych osób, które tak jak ona, jeszcze kilka lat temu, skrywają przed ludźmi swoje dzieła.
- Nie bójmy się wychodzić z naszych norek i nie mówmy, że nie umiemy czegoś zrobić, zanim nie spróbujemy. Efekty mogą być zadziwiające, najważniejsze to zdobyć się na odwagę i spróbować!
Filcowe myszki Joanny. Zobacz zdjęcia
Zobacz także: Sylwia ożywia dziecięce rysunki! Niezwykłe maskotki szyte na zamówienie