Już niedługo opuścimy to piękne, gościnne miejsce i przeniesiemy się do Warszawy na ul. Bluszczańską, do ponad stumetrowego lokalu, który także będzie podzielony na dom i pracownię – opowiadają Karolina i Paweł. – Zrobimy to z ciężkim sercem, bo oboje kochamy tu mieszkać. Budynek przeszedł bardzo wiele pod rządami kolejnych właścicieli. Ponoć była tu szkoła męska,
a podczas wojny – szpital (na strychu nadal jest wiele przerdzewiałych metalowych łóżek). Potem wiele rodzin tu mieszkało, zmieniając układ ścian i pomieszczeń.

Wyjątkowa uroda

Przed kilku laty urzekł Karolinę i Pawła, którzy szukali lokum dla siebie i swojej pracowni. – Murowany, z dużymi oknami, cudownie wysokie wnętrza i… straszliwie zaniedbany – wspominają z uśmiechem. – Ale my widzieliśmy tylko jego zalety, m.in. oryginalne okna skrzynkowe i drewniane drzwi dwupłatowe. Wiedzieliśmy, ile pracy będzie od nas wymagało doprowadzenie wnętrz
do stanu używalności, ale ta perspektywa raczej nas cieszyła, a nie martwiła.

Praca w domu

Metamorfoza udała się świetnie. Nie jest to jednak tylko zasługa wrodzonego wyczucia estetycznego Karoliny.  Co prawda od dziecka uwielbiała przestawiać meble i przemalowywać, co się da, ale dopiero ukończenie studiów z projektowania wnętrz i szkolenia z malowania mebli u Annie Sloan w Oksfordzie sprawiły, że poczuła się mocna w nowym zawodzie. – Ja, prawniczka z wykształcenia – mówi – zawsze marzyłam, by być projektantką wnętrz. Wreszcie mogłam robić to, co kocham. Słowa z dyplomu: „(...) abyście mądrzejsi o tutaj zdobytą wiedzę mogli iść w świat i szerzyć piękno,  a co za tym idzie – poprawiać jakość życia innym i ich uszczęśliwiać”, stały się naszym mottem i pomogły stworzyć pracownię Lucy Home (Lucyhome.com.pl). Od tej pory prawie 8 lat prowadzimy szkolenia z malowania mebli, aranżowania wnętrz, łączenia tkanin i tapet, ale także projektujemy wnętrza pod klucz. Z radością zajęliśmy się więc przemianą naszego. Przede wszystkim w ruch poszły farby (głównie kredowe Annie Sloan – jesteśmy ambasadorem tej marki w Polsce) i pędzle. Odświeżenie ścian przyniosło wspaniałe rezultaty. Nie baliśmy się malowania podłóg i płytek (były brzydkie, a ich wymiana –  zbyt kosztowna). Sami kładliśmy tapety, sami przerabialiśmy meble i dodatki kupione na pchlich targach i w internecie. Potem przyszedł czas na meble robione na wymiar i polowania
na perełki, np. na targu antyków w Broniszach. Teraz cieszę się, że nasza praca to pasja. Chyba nigdy nam się to nie znudzi…