Tuż po studiach Iza wyjechała do Londynu. Przez kilka lat pracowała, zajmując się pielęgnacją ogrodów. Tam poznała swojego przyszłego męża Wojtka i tam urodziła się ich córka. Gdy Emilka miała 2 lata, a Maks był w drodze, wrócili do Polski. Zamieszkali blisko jej rodziców w Trzciance (Wielkopolska), gdzie kupili dom w stanie surowym. Początkowo nie była nim zachwycona, ale gdy dostrzegła jego potencjał w postaci dużej otwartej przestrzeni na parterze, zmieniła zdanie. Wprowadzili tylko parę drobnych poprawek i po kilku miesiącach dom był gotowy. Iza od zawsze zbierała przedmioty do swojego przyszłego lokum, kupowała dodatki i bibeloty. Dziś się śmieje z tych zakupów na zapas, bo większość z nich albo zaginęła, albo po prostu przestała się jej podobać.

Nareszcie u siebie

Gospodyni mówi, że jej ulubiony styl to scandi, ma słabość do shabby chic i kocha kolory. Ściany w jej domu w kolorze Garść Muszelek (Dulux) są neutralne, stanowią tło dla mebli i dodatków. Przez to dom wydaje się jej jaśniejszy i większy. Meble na wyposażenie mieli od razu, bo większość przywieźli z Londynu. Przez kilka lat nazbierało się ich sporo, a ona uparła się, żeby zabrać je do Polski. Każdy miał jakąś historię, dla niej były bezcenne. Część dostali od znajomych, niektóre kupili w tzw. charity shops, czyli sklepach z rzeczami używanymi, jeszcze inne pochodzą po prostu z wystawek na londyńskich ulicach. Po zamieszkaniu w Trzciance Izie wcale nie minął zapał do szukania ciekawych rzeczy do domu. Odkryła pchle targi w Wieleniu i Pile oraz sklepy z meblami używanymi w Czarnkowie i Mirosławcu. Kocha zmiany, więc zawsze ma pomysł na przywożone stamtąd co jakiś czas nowe-stare meble. Wiele z nich wymaga renowacji, więc z mężem sami zabrali się za ich odnawianie. Nie dość, że sprawia im to dużą przyjemność, to nie muszą szukać stolarza i płacić wcale niemało za usługę.