To drugi dom Magdy i jej męża Aleksandra. Pierwszy dom – w którym zresztą odbyła się sesja zdjęciowa w cyklu kocham mój dom do „Mojego Mieszkania” (2/11) – stał również w Będzinie, zaledwie półtora kilometra dalej… A jego wnętrza był równie efektownie urządzone. – Ale był mniejszy! – uzupełnia naszą opowieść Magda. – W dodatku miał mały ogródek, więc nie mogliśmy w pełni oddać się pasji ogrodniczej. Przeszkadzało nam także to, że okna domu wychodziły na północ i wschód… Marzyliśmy o przestrzeni, jasnych wnętrzach domu, burzy zieleni wokół domu, najlepiej starego drewnianego, z okiennicami.

Dom z okiennicami

– Prawie nam się udało, bo nowy dom zbudowano w technologii energooszczędnych domów prefabrykowanych w systemie drewnianej konstrukcji szkieletowej – śmieje się Magda. – Pewnie dlatego dom powstał w pięć tygodni. Ale nie miał okiennic, więc zamontowaliśmy je sami. Co prawda to tylko atrapy, lecz dzięki nim dom zyskał efektowniejszy wygląd. Po pracach wykończeniowych przyszło to, co dla nas najprzyjemniejsze – urządzanie wnętrza domu. 

Wnętrza domu: duet z pasją

Magda jest nauczycielem akademickim, jej mąż Aleksander – dentystą. Połączyła ich miłość – nie tylko wzajemna, ale też do wiekowych przedmiotów. Jeżdżą po Polsce i wyszukują ciekawe miejsca (ostatnio zwiedzają Dolny Śląsk, z którego Magda pochodzi), nie ominą żadnego targu staroci i antykwariatu, bo a nuż coś pięknego się trafi. – Nie jesteśmy jednak maniakalnymi zbieraczami – zauważa pani domu. – Lubię stare filiżanki i je kupuję, ale używamy ich na co dzień. Mamy kilka dawnych mebli i przedmiotów dekoracyjnych, które nie są „na wystawie”, lecz nadal żyją, między innymi w jadalni leży wiekowy wełniany dywan odziedziczony po babci męża. Chciałam podkreślić, że mąż bardzo zaangażował się w urządzanie wnętrza domu. Sam naprawił szwedzki zegar (mora), wybrał zasłony do salonu, „współdziałał” przy wyborze koloru ścian, rodzaju podłóg itp. Wyczucie estetyczne ma po ojcu, który hobbystycznie maluje obrazy oraz kopiuje te znane. Być może zapędy dekoratorskie Aleksandra (i moje! śmiech) będą mogły się jeszcze rozwinąć, bo marzymy o wiekowym domu w wielkim ogrodzie ze starodrzewem, a obecny „adres” tego nie spełnia. Jeżeli znajdziemy coś odpowiedniego, to kto wie, może się przeprowadzimy? A wtedy zaprosimy MM na kolejną sesję zdjęciową!