Dom jest moją twierdzą – ta angielska sentencja do mnie pasuje. Uwielbiam tu być, szczególnie gdy na dworze ciemno, a po szybach spływa deszcz – mówi Joanna. – W kominku buzuje ogień, kocice mruczą, a ja czytam książkę przy drinku lub herbatce.

Ekipa – skarb

Mieszkanie przez lata przeszło kilka remontów. Salon i sypialnia mają już trzeci wystrój, gabinet – drugi. Wygląd pierwotny z niewielkimi zmianami zachowały (na razie) kuchnia, jadalnia i łazienka. Joanna ma prawdziwy skarb – ekipę remontową, która już od dziesięcioleci współpracuje z jej rodziną. Bez jej pomocy nie porywałaby się tak chętnie na kolejne zmiany. – Najgorszy remont, jaki sobie zafundowałam, to wymiana metalowych ościeżnic na drewniane – wspomina właścicielka. – Zawsze marzyły mi się drzwi wewnętrzne z litego drewna, ale długo się wahałam, bo przeczuwałam, co mnie czeka. Miałam rację, to był koszmar. W całym mieszkaniu widoczność spadła na wiele dni do zera. Sprzątanie było upiorne, ale widok solidnych dębowych drzwi wszystko mi wynagrodził.

Barwne wnętrze

Choć mieszkanie ma 112 m2, trochę trzeba odjąć przez skomplikowane skosy poddasza. Joanna docenia ich malowniczość, ale przyznaje, że bywają źródłem guzów i siarczystych przeklęć. Poza tym na niskich kolankowych ścianach mało jest miejsca na obrazy, które kupuje nałogowo, głównie w krakowskiej galerii Kersten i warszawskiej SD. – Jestem bardzo dumna ze swojej kolekcji, ale w tej chwili nie ma już miejsca na większą – żali się. Oprócz dzieł sztuki kupuje współczesny dizajn. – Trochę wstyd mi się przyznać, ale kocham markowe rzeczy. Zawsze wolę poczekać i uzbierać pieniądze na oryginał, niż zadowolić się pozornie taką samą podróbką – wyznaje. Właścicielka otacza się też kolorami: pomarańczowy rządzi w salonie, a błękit – w sypialni. Nie ma ręki do roślin, ale dom jest ich pełen – wysokiej jakości sztuczna zieleń jest nie do odróżnienia od prawdziwej.