To było w 2007 roku – wspomina  Justyna. – Jadąc na Mazury, w okolicy Łomianek zobaczyłam ładne drewniane domy. Pomyślałam, że ja też chciałabym mieć taki z ogrodem. Wychowana w warszawskim bloku nasza bohaterka zawsze marzyła o własnym kawałku ziemi, gdzie mogłaby cieszyć się zielenią i wypoczynkiem z dala od ciekawskich spojrzeń sąsiadów. Wybrany przez nią i męża drewniany dom okazał się dostępny pod względem ceny i szybki w realizacji.

Dobra jakość…

Urządzaniem domu Justyna zajęła się sama. Wiedziała, czego potrzebuje, oraz co podoba się jej i mężowi. Nie lubi nadmiaru i ceni rzeczy w dobrym gatunku, więc wnętrza powstawały stopniowo. Wolała na coś poczekać, niż kupować tani odpowiednik. Na początek miała meble po babci: kredens i stolik, potem dokupiła coś na starociach i w IKEA. Po kilku latach niektóre sprzęty w salonie zamierza już wymienić. Myśli o oryginalnych fotelach
i krzesłach z lat 60. XX wieku – styl vintage to jej ulubiony.

Miłość do sztuki

Oboje z mężem marzyli, żeby mieć w domu obrazy. Chcieli, aby dzieci odziedziczyły po nich coś, na co ich pokolenie nie mogło liczyć z braku pieniędzy i wrażliwości na sztukę. Na swój pierwszy obraz, kupiony od polskiego malarza w Salzburgu, czekali długo. Teraz też kupują powoli, chętnie rezygnują z modnych gadżetów na rzecz obrazów. Dzieła sztuki czynią ich dom niezwykłym.