Brooklyn, moja miłość. Mieszkanie w Nowym Jorku

Romantyczna historia o spełnionych marzeniach. Agnieszka, studentka prawa na Uniwersytecie Warszawskim, pojechała na wakacje do Pragi. Tam spotkała swoje przeznaczenie. Męża Aarona, Nowy Jork - ciekawe miasto do życia, nowy zawód, który ją fascynuje i dom, którego urządzanie jest dla obojga świetną zabawą.

Brooklyn, moja miłość
Brooklyn, moja miłość
Brooklyn, moja miłość
Brooklyn, moja miłość
Brooklyn, moja miłość

Agnieszka i Aaron wzięli ślub w przerwie na lunch. Nie było rodziny, nie było wesela. Urzędnik biura imigracyjnego uznał to za podejrzaną sytuację. Nie uwierzył w miłość. Jak w filmie „Zielona karta” z Andie McDowell i Gérardem Depardieu musieli intymnymi szczegółami z ich życia udowadniać, że nie są papierowym małżeństwem. Jakiej pasty do zębów używa pani mąż? – pytał. Nie dali się na to nabrać, bo już byli zadomowieni w swoim brooklyńskim lofcie i nie mieli przed sobą tajemnic.

O wyborach Agnieszki

Skończyła w Polsce na piątkę studia prawnicze, mówiła płynnie po francusku. To wszystko okazało się nieprzydatne w życiu, które jej się przydarzyło. Ale nie żałowała. Angielskiego nauczyła się przy mężu. Po roku pobytu w Nowym Jorku zdała państwowy egzamin. O tym, że nie chce być prawnikiem, wiedziała już w czasie studiów. Zresztą na nostryfikację dyplomu w Ameryce i tak nie miała pieniędzy. Jeśli nie prawo, to co? W gazecie znalazła ogłoszenie Fashion Institute of Technology - instytutu mody na Uniwersytecie Nowojorskim. Teraz jest tam „hundred-percent student” - jak mówią o niej profesorowie.

Studentką, która zalicza testy na maksimum punktów. A ją te studia po prostu interesują i cieszą. Mówi, że wreszcie jest na właściwym szlaku. Zarabia na nie, pracując w firmie Oeuf projektującej ekologiczne meble i ubrania dla dzieci (w Polsce sprzedaje je sklep www.tuliluli.eu). Oeuf znaczy jajo. To się nazywa zaczynać ab ovo…

O wymarzonym mieszkaniu

W ciągu dwóch lat przeprowadzali się trzy razy. Wreszcie trafili na idealne. W ceglanym budynku z zamykanym podwórkiem, w zacisznej alei. Z dachu widać Manhattan jak na dłoni. Ma blisko 100 m2 i cztery metry wysokości, nietypowe okna i drewniany sufit w sypialni. Bo jest to mieszkanie w dawnej fabryce cukierków. Loft w Nowym Jorku, na który ich stać? Przy wynajmowaniu mieszkań w NYC pieniądze nie zawsze są najważniejsze. Madonnie na przykład nie udało się zamieszkać w wieżowcu przy Central Park. Na jej towarzystwo nie zgodzili się inni lokatorzy. Aaron na szczęście miał w tym domu przyjaciela, który go rekomendował. Agnieszce podoba się zwłaszcza cudowna wysokość pomieszczeń wykorzystana na antresole zdolne pomieścić potężne garderoby. Jest typem chomika, a miasto kusi ją niewiarygodnymi okazjami do kupowania ubrań sławnych projektantów na przecenach i stylowych mebli na ulicznych wyprzedażach. Polowania na vintage to ich wspólna słabość, więc mieszkanie jest ciągle w procesie przemeblowania. Gdy w pokojach i na antresolach robi się za ciasno, wtedy ogłaszają w Internecie wielką wyprzedaż przed domem na Underhill Avenue.

Tuż za drzwiami wejściowymi znajduje się kuchnia z półwyspem. Dlatego parkowa ławka jest tu bardzo przydatna. Po powrocie z pracy gospodarze siadają na niej, aby chwilę odsapnąć i pogadać, jak minął dzień, a potem zabierają się za robienie kolacji. W tym czasie koty już jedzą swoją pod ławką. Bardzo miłe rodzinne miejsce. Zwłaszcza od czasu, gdy w kuchni jest okno z widokiem na ocean. Takie żarty to specjalność Aarona.

Plakat znalazła w najmniej spodziewanym miejscu. Podczas wakacji w Vermoncie, zwiedzając okolicę, trafiła na budkę-rupieciarnię. Nie wyglądała nawet na sklep. Ale wzbudziła ciekawość Agnieszki. Wśród mnóstwa bezwartościowych amerykańskich gadżetów zauważyła napis w języku polskim. Nazwisko znakomitego polskiego plakacisty nie było jej obce, bywała przecież na biennale plakatu w Wilanowie. Kolorystycznie dobrała do tej dekoracji ściany ręcznie haftowaną poduchę z rajskimi ptakami. Nie była w okazyjnej cenie, jednak Agnieszka zrobiła wyjątek, bo jest zachwycona modnym sklepem Anthropologie, w którym można kupić stroje i wyposażenie domu w stylu modern folk.

Za co lubię Nowy Jork, czyli sposoby Agnieszki na domowy budżet

  • Przeceny trwają tu cały rok. W domach towarowych, takich jak Century 21, Filene’s Basement czy Marshalls, markowe ubrania i rzeczy do wyposażenia domu kupuję za najwyżej jedną trzecią pierwotnej ceny.
  • Sklepy typu second hand nie są „szmaciarniami”, w których sprzedaje się ubrania na wagę. Mój ulubiony Beacon’s Closet starannie selekcjonuje marki. Bluzeczka od Kenzo, wdzianko Marca Jacobsa, buty od Sigersona Morrisona lub Via Spiga (w bardzo dobrym stanie) za kilkanaście dolarów nie są wcale rzadkością.
  • Jeśli w ciągu dwóch tygodni od zakupu trafię na tę samą rzecz przecenioną (to się zdarza), wówczas sklep zwraca mi tyle, ile przepłaciłam. Mogę się też rozmyślić i oddać każdy zakup, nawet z wyprzedaży. Dlatego starannie przechowuję paragony
Ocena: 0
Tekst: Hanna Rybarska Stylizacja: Agata Drogowska Zdjęcia: Yong Kim/DADA

POLECANE ARTYKUŁY