Dzieciństwo spędziłam za kulisami Teatru Muzycznego w Lublinie, w którym pracowała moja kochana babcia. Często ukrywałam się za plecami oświetleniowca i przyglądałam baśniowym występom na scenie. Towarzysząca im muzyka, malownicza scenografia oraz bajecznie kolorowe kostiumy ukształtowały moją wrażliwość na piękno i stały się podwalinami pasji, którą jest stylizowanie wnętrz oraz budowanie w nich nastroju.

Kobiece wzorce

Wychowałam się w rodzinie, w której kobiety zawsze potrafiły zrobić coś z niczego. Trudne czasy wymagały od nich kreatywności. Dekorowały swoje domy i mieszkania, szyjąc zasłony i obrusy, dziergając serwety na szydełku, ale także malując obrazy i tkając kilimy. Przyglądałam się ich pracy z rosnącym podziwem i zainteresowaniem. Gdy tylko mama wyjmowała koszyk z drutami i motkami wełny, siadałam obok niej i obserwowałam, jak powstają kolorowe swetry i skarpety we wzory. Po pewnym czasie sama sięgnęłam po druty, moje pierwsze dzieła powstawały pod czułym okiem mamy.
Potem już poszło lawinowo – haft, szycie, wypalanie w drewnie.

Pierwsze gniazdko

Choć zawsze lubiłam prace plastyczne, los nie pozwolił mi kształcić się w tym kierunku. Dlatego, gdy po ślubie miałam okazję urządzać nasz pierwszy wspólny pokój, oddałam się temu zajęciu z pasją i zaangażowaniem. Szyłam kapy, upinałam firanki, ustawiałam na parapetach dekoracje. I choć od tego czasu przeprowadzaliśmy się już kilka razy, na myśl o dekorowaniu wnętrz zawsze odczuwam
równie silną ekscytację.