Kilka lat temu miałam kierownicze stanowisko w jednej z sieci handlowych i studiowałam pielęgniarstwo. Gdyby wtedy ktoś mi powiedział, że się spełnię, wychowując dzieci, szydełkując oraz prowadząc dom i własną firmę, nie uwierzyłabym. A jednak!

Nadmiar energii

Wychodząc za mąż, wiedziałam, że będę chciała poświęcić się rodzinie i na jakiś czas zrezygnować z etatu. Jestem jednak energiczna i szybko zaczęłam szukać sobie dodatkowego zajęcia. Na początku to było urządzanie mieszkania, przerabianie mebli, tworzenie różnych
dodatków, szycie zabawek dla syna. Kiedyś natknęłam się na szydełkowe serwetki. Pomyślałam, że to nie może być trudne. Postanowiłam zrobić podobne… Mama pokazała mi pierwsze oczka, jak się robi łańcuszek, słupki, półsłupki. Ale już wzorów musiałam nauczyć się sama. W dobie internetu nie było to trudne. Z pomocą przyszły filmiki na YouTubie. Początkowo szło mi opornie, ale z każdym zrobionym oczkiem – coraz lepiej. Żartowałam, że u nas w domu to dziedziczne, bo moje babcia i mama dobrze wiedzą, co to druty i szydełko, a dziadek haftuje piękne obrazy.

Szydełko jak narkotyk

Dzierganie mnie wciągnęło zupełnie, stało się moją pasją. Ale wtedy tylko pasją. Kiedy urodziła się Natalia, coraz częściej tworzyłam rzeczy dla dzieci: ubranka, zabawki, dodatki do pokoiku. Między innymi razem z Łukaszem zrobiliśmy małą kuchenkę ze starych szafek znalezionych w komisie. Byliśmy dumni, że tak małym kosztem wyczarowaliśmy naszym dzieciom piękny mebelek. Nie mogłam tylko znieść widoku plastikowych naczyń do gotowania. No i wpadłam na pomysł, by zrobić je szydełkiem! Potem „urosły” włóczkowe marchew, pietruszka i por. Dzieci były zachwycone i chciały więcej! Zaczęłam więc wieczorami „gotować” pierogi, ryby, grzyby, słodycze. Maluchy szalały z radości, a mnie przychodziły do głowy pomysły na kolejne włóczkowe pyszności… Teraz swoje wyroby sprzedaję (Etsy.com/shop/helgoweheklowanie) i prowadzę własną firmę!