Co robić z zużytych aut, wymyślili dwa lata temu na rodzinnych wakacjach w Rumunii. Dziś designerskie przedmioty z metką marki [REC.ON], której są twórcami i inwestorami, znajdziemy w industrialnych i minimalistycznych domach, w galeriach i na festiwalach wzornictwa.

Od pomysłu do biznesu

Wakacyjny luz, bez pośpiechu, za to z czasem na rozmowę, sprzyjał kreatywności. – Mamy części samochodowe, fachowców i miejsce – wyliczali swoje atuty. Paulina wymyśliła najpierw, by z elementów odzyskanych z aut zrobić coś do wystroju biura firmy Stal-Car zajmującej się demontażem pojazdów, której Bartek jest współwłaścicielem. Pomysł tak mu się spodobał, że zapytał od razu: – A może róbmy to nie tylko dla siebie, ale na większą skalę? Swoje wspólne przedsięwzięcie Paulina i Bartek nazywają upcyklingową miłością. Bartek, absolwent inżynierii środowiska, od razu widział potencjał w demontowanych częściach. Paulina, historyk sztuki, projektantka i trend-watcherka, działająca do tej pory głównie w branżach modowej i beauty, dostrzegła ich piękno, a w działalności, której zamierzali się podjąć, jej walor proekologiczny. Idea świadomego tworzenia, które służy nie tylko odbiorcom, ale i środowisku, jest im obojgu bliska.

Przeczytaj także: Duńska lampa narodowa. Klasyk designu, który kocha cały świat!

Nowe życie rzeczy

Przekształcając zużyte koła zamachowe, kolektory, tłumiki, sprężyny w designerskie obiekty do wnętrz, dają im drugą szansę. – Ponowne użycie to najlepsza forma zagospodarowania odpadów, najmniej energochłonna – twierdzi Bartek. W swoich projektach wykorzystują nie tylko części samochodowe. W stołach i niektórych lampkach znajdziemy drewno rozbiórkowe (z domu z 1906 roku). – Staramy się, by każda rzecz przynajmniej w 50% pochodziła z upcyklingu – mówią. Włącz recykling – „recycling on” – to ich dewiza, od której wzięła się nazwa marki – [REC.ON]
– We czwórkę, z Bogdanem Bogulewskim i Marianem Bartosikiem, spotykamy się przy długim stole, by ustalić, jakie części do siebie pasują, czy można je zespawać, czy nie, jak należy wykończyć. Wciąż udoskonalamy technologię – opowiadają. – Czasem robimy rysunki na papierze, ale najczęściej projektem jest prototyp – dodają. Proces technologiczny powstawania rzeczy sygnowanych [REC.ON] jest wieloetapowy, bardzo praco- i czasochłonny. Najpierw części są czyszczone (mozolnie, zajmuje to 70 proc. czasu), potem spawane, szlifowane lub szczotkowane, wreszcie lakierowane, wykańczane (np. dodawany jest osprzęt elektryczny) i na końcu gotowe przedmioty oznakowywane i pakowane własnoręcznie przez Paulinę.

Produkty unikatowe

Re.newed design Nigdy nie powstaną dwa identyczne produkty, bo części są w różny sposób zużyte i pochodzą z różnych samochodów. Każdy jest jednostkowy, dlatego ma swój certyfikat, numer i dwie metki. Jedna przedstawia filozofię marki, druga przynosi dokładny opis rzeczy, łącznie z jej wagą, wymiarami i wyjaśnieniem, z jakich części została zrobiona. Zanim nowa lampka, wieszak, kwietnik czy świecznik trafią do ludzi, ich prototypy muszą chwilę pomieszkać z Pauliną i Bartkiem. Para do dziś nie rozstała się z prototypem numer 001. Gdy któregoś dnia uświadomili sobie, że w ich mieszkaniu świecą lampy z popularnego marketu, postanowili zmienić dom w showroom, w którym z [REC.ON] będzie wszystko prócz kanapy. Właśnie zaczynają remont. Więcej na: Rec-on.eu

Przeczytaj także: polskie bombki znane na każdym kontynencie. Inspirująca historia!