Nie byłoby tej firmy, gdyby nie rodzina, jej wsparcie i siła – mówi Magdalena Jaroszyńska-Słodyczka. – Najwięcej zawdzięczamy rodzicom. Bazę Silverado stanowiła firma mojego ojca Jerzego Jaroszyńskiego, który także zajmował się rzemiosłem. Zapewnił nam konieczną przestrzeń i budynki. Do rozpoczęcia produkcji bombek zachęcił nas i zainspirował przyjaciel, który prowadził małą rodzinną firmę w tej branży – opowiada właścicielka. – Gdybyśmy wiedzieli wówczas, jak ogromna jest konkurencja i jak obszerne jest to zagadnienie, pewnie byśmy stchórzyli. W początkach działalności mieliśmy także dużo szczęścia. Ten sam przyjaciel zaprosił do nas Boba Cressy’ego, ważną postać na amerykańskim rynku ozdób choinkowych. Pierwsze trzy wzory, które mu zaprezentowaliśmy, były bardzo proste, najwidoczniej jednak dostrzegł w nas potencjał, bo już w następnym roku przywiózł do Józefowa swoich klientów. Zawdzięczam mu także wiele jako projektantka. To on, znany designer, rozbudził we mnie talent i wskazał ścieżki rozwoju – dodaje. Dziewięćdziesiąt procent klientów Silverado korzysta z projektów Magdaleny Jaroszyńskiej-Słodyczki, pozostali powierzają firmie własne.

Czaszki, tatuaże, medaliony

Branża ozdób choinkowych rządzi się podobnymi prawami jak świat mody i designu. Projektanci bombek czerpią inspiracje z tych samych źródeł: historii, przyrody, podróży, spotkań z ludźmi, wierzeń, rytuałów, kultury popularnej i ludowej. Zewsząd. We wzorcowni Silverado znajdziemy, prócz tradycyjnych bombek, ozdoby przypominające emotikony, czaszki (wpływ obrzędów meksykańskich), jedzenie, budynki, meble. Obecnie powstaje kolekcja zaprojektowana przez amerykańską artystkę. W jej projekcie dekoracyjne motywy wyglądają jak rysunki 6–7-latków. W historii firmy zdarzył się klient, który zamówił bombki odwzorowujące tatuaże na jego ciele. Dla mieszkańców Florydy w Józefowie powstają kolekcje morskie. Wiele bombek przeznaczonych na rynek amerykański dekorują motywy patriotyczne. Dziewięćdziesiąt dziewięć procent produkcji idzie na eksport. Na szczęście pozostaje ten jeden, który trafia na polski rynek.

Ekipa Silverado

Większość osób pracuje tu od 15–20 lat. Rekordzistką jest pani Barbara, srebrzarka – w firmie od ćwierć wieku. Dmuchaczami ozdób (zawód przekazywany z ojca na syna, niestety wymierający) są w Silverado panowie Leszek i Ryszard. – Pań dekorujących jest kilka, wszystkie bardzo sprawne. Wystarczy, że rzucę hasło, już wiedzą, co mają robić. Jestem także otwarta na ich pomysły – mówi Magdalena Jaroszyńska-Słodyczka. – Gdy pokażę im zdjęcie tkaniny, która mnie zainspirowała, za dwa dni mam gotową bombkę – dodaje właścicielka. Pracownicy firmy wyróżniają się na józefowskich ulicach – bo świecą! Brokat zostaje im na włosach, ubraniach. W podmiejskiej kolejce pasażerowie bezbłędnie rozpoznają, że do domu wraca Silverado.