Właścicielka mieszkania w przedwojennej kamienicy wiele lat spędziła w Sztokholmie. Skandynawskie wnętrza skradły jej serce i tak właśnie ona sama postanowiła się urządzić.

Skandynawskie mieszkanie: w obliczu wyzwania

Skandynawskie mieszkanie w przedwojennej kamienicy przy placu Szembeka początkowo mieściło się na ostatnim, trzecim piętrze. Po latach dobudowano kolejne, dzięki czemu nową właścicielkę czekała niespodzianka, czyli dwa stropy nad głową. Belki jednego mogła bez obaw o konstrukcję odsłonić – są nierówne, sękate i bardzo malownicze. Ewa lubi takie surowe elementy we wnętrzach, dlatego do kompletu odsłoniła też fragmenty czerwonego muru, a stare deski podłogowe zdjęła, oczyściła i rękami fachowców położyła na nowo. Lokum było obszerne: dwa duże pokoje i kuchnia, ale brak łazienki. Ewa stanęła wobec wyzwania – przystosować je do wymogów XXI wieku. Wyburzyła zatem wszystkie ściany, oprócz tej, w której biegły przewody kominowe i na nowo zorganizowała przestrzeń. I właśnie wokół komina skupiła wszystkie funkcje. Od strony dziennej „przytuliła” do niego zabudowę kuchenną, od strony sypialni umieściła szafy w zabudowie, a od przedpokoju zbudowała łazienkę. Decyzja Ewy, by także we wnękach okiennych odsłonić cegły, sprawiła fachowcom sporo kłopotów. Okazało się, że położenie tynku tak, by tworzył równą „ramkę”, nie jest łatwe. Dziwili się też, że Ewa nie chciała zastąpić starych powłok gładzią gipsową, tylko zleciła położenie tynku cementowo-wapiennego. – To prawda, jest lekko chropowaty, ale przez to właściwy dla kamienicy – zapewnia właścicielka.

Zobacz też: Aranżacja wnętrz w stylu skandynawskim >>>

Skandynawskie mieszkanie: na nowo

Nowa koncepcja aranżacyjna zakładała uwolnienie przestrzeni – dwa pokoje Ewa połączyła ze sobą, zyskując imponujących rozmiarów salon z kuchnią i jadalnią, a dawną kuchnię, położoną na uboczu, przerobiła na sypialnię. W skandynawskim mieszkaniu, od strony salonu wyspa kuchenna mieści warsztat pani domu: maszynę do szycia, tkaniny, motki, młotki, gwoździe, narzędzia stolarskie. Przesłania je tkanina z IKEA – zdaniem Ewy rozwiązania uznawane przez niektórych za tymczasowe mają więcej wdzięku. I pozwalają na łatwą zmianę aranżacji. Dwa zrujnowane piece kaflowe Ewa zastąpiła żeliwną kozą, podkreślającą klimat kamienicy. W głębi własne dzieło gospodyni – niska półka wyposażona w przesuwne fronty. Pistacjowy komplet wypoczynkowy Ewa kupiła od koleżanki, dawniej był ponoć częścią wyposażenia duńskiej ambasady. Kredens przybył z wiejskiej chatki stojącej na działce rodziców. Od belki do belki ciągnie się sznur lampek ogrodowych. Żyrandol zaś to dzieło właścicielki – lampę ze sklepu Ewa zapakowała w papier i gotowe!

Autor projektu: Ewa Majcherek