Niegdyś kupowało się meble, które były z nami, aż się znudziły lub zniszczyły. Nieliczni szczęśliwcy byli posiadaczami starych sprzętów po przodkach. Był czas, że chętnie się ich pozbywano, żeby kupić NOWE. Dziś to się zupełnie zmieniło. Zarówno antyki, jak i graty nabrały wartości. Wszyscy chcą mieć meble stare lub chociaż wyglądające na takie, chętnie odnawiamy meble. Poważni producenci robią meble ze świeżutkimi dziurkami jak po kołatkach, drapią i przecierają powierzchnie. To zachęciło wiele z nas do wzięcia spraw w swoje ręce.

Odnawianie mebli: shabby chic

Nasze czytelniczki, blogerki i prywatne znajome zaczęły przerabiać i odnawiać meble: dla oszczędności oraz przyjemności. Z nowych na stare, ze starych na jeszcze starsze – przemalowują, skrobią, ozdabiają, a przede wszystkim wybielają. Pokochały chłodny klimat wnętrz skandynawskich i zapragnęły przenieść go do polskich domów. Zwaliste eklektyczne kredensy w kolorze ciemnego dębu wyszczuplały pod warstwą białej farby. Kładzionej różnie: metodą shabby chic (zajęcie dla ambitnych), machniętej byle jak pędzlem w poszukiwaniu efektu przetarcia lub w pełni kryjącej. Niektóre wnętrza utonęły w bieli jak w zaspie. Niepotrzebnie, bo trochę koloru korzystnie podkreśliłoby jej walory. Przecierajcie, malujcie, postarzajcie, ale zauważcie inne kolory niż biały. Na nim nie kończy się świat. Używajcie także jego odcieni, nieco przybrudzonych, wyszarzałych, żółtawych i zielonkawych. Będą o wiele lepsze do uzyskania efektu, o który wam chodzi. Pamiętajcie także o barwnym kontekście – może to być ściana, dywan czy poduszki. Warto też rozejrzeć się za elementami starej stolarki, z których można uczynić niebanalną dekorację. Filongowe drzwi, z których wiele lat temu odpadła farba, malowniczo zdezelowana okiennica czy ozdobna listwa nie wiadomo od czego mogą być materiałem wyjściowym do zrobienia zagłówka, wieszaka czy obrazu. Im gorzej wyglądają, tym lepiej.