Danuta, dawniej pracownica banku, na emeryturze przeprowadziła się do małego mieszkania, by stworzyć przytulne gniazdko, w którym czas może spędzać na pielęgnowaniu roślin, szyciu i szydełkowaniu.
Moje Mieszkanie: Trudno było Cię namówić na udział w sesji.
Danuta: Nie sądziłam, że moje skarby i skromna kuchnia są warte pokazania. Córka, która pomaga mi stopniowo upiększać każdy zakątek i oswajała z odważnymi zmianami, przekonała mnie, że to będzie miła pamiątka naszych dokonań.
MM: Czy do odważnych zmian zaliczasz zdecydowaną kolorystykę?
Danuta: Tak. W mojej poprzedniej biało-drewnianej kuchni błękit był tylko dodatkiem, chociaż uwielbiam wszystkie jego odcienie. Teraz zostałam właścicielką niebieskich szafek, a nawet zgodziłam
się na przemalowanie lodówki.
MM: Tematy Twoich kolekcji są różnorodne. Od szkła przez porcelanę po figurki i wreszcie – tkaniny. Od czego się zaczęło?
Danuta: Zaczęło się od przekory. W czasach, kiedy wszyscy zbierali kryształy, ja poszukiwałam gładkiego szkła. Systematycznie powiększałam zbiór dokupując co miesiąc nową butelekę, kielich czy
wazon. Pierwszego anioła dostałam w prezencie. Często temat kolekcji jest dziełem przypadku – coś łapie za serce i chce się więcej.
MM: Jak udało się zmieścić tyle rzeczy na małej powierzchni?
Danuta: Nie było łatwo. Konieczna była ostra selekcja i rezygnacja z wielu przedmiotów, do których byłam przywiązana. Te, które zostały, robią teraz większe wrażenie.
MM: A jak stałaś się rodzinną krawcową i projektantką ubrań?
Danuta: Szyć nauczyłam się od mamy. Kiedy niczego nie można było kupić, przerabianie ubrań czy samodzielneich wymyślanie było na wagę złota. Ja zawsze miałam oryginalne stroje.