Moje Mieszkanie: Gdzie znaleźliście tyle skarbów?

Agata: W antykwariacie w Przemyślu, na Jarmarku Dominikańskim w Gdańsku, w sklepach ze starociami na krakowskim Kazimierzu. Zawsze coś się przywoziło z wakacji. Mebel, karafkę albo porcelanę. I choć to zbieranina, jak wszystko w naszym domu, dobrze się z nią czujemy. Gdy ktoś pyta o styl naszej kolekcji, odpowiadamy krótko - mieszany. Najwięcej mamy porcelany niemieckiej. Jest coś ze słynnej manufaktury w Miśni, pierwszej europejskiej wytwórni delikatnej porcelany. Ale lubimy też bardzo kremową z Bawarii. Mamy kilka sztuk porcelany francuskiej z miasta Sèvres. Do historycznej wartości tych przedmiotów nie przykładamy szczególnej wagi. Nieważne, czy filiżanka jest sygnowana, czy nie, bardzo stara czy mniej - ważne, że nam się podoba. Jeśli tylko nas na nią stać, kupujemy od razu. Jednak cenne okazy też są wśród nich.

Red.: Od czego się zaczęło zbieranie?

Agata:
Od starego kątnika wylicytowanego na aukcji Allegro. Ten pierwszy małżeński mebel, którym się zachwyciliśmy oboje, trzeba było wypełnić czymś pięknym i z duszą. W ten sposób połknęliśmy bakcyla kolekcjonowania. Dla nas te delikatne przedmioty są tajemnicze. Jak to możliwe, że coś tak kruchego przetrwało wojny? Nie możemy się już bez nich obejść. Gdy mamy gości, stawiam na stole kilka imbryków z różnymi herbatami - każdy biesiadnik dostaje do tego swoją filiżankę. To się podoba. Do tej pory nikt niczego nie stłukł.

Ażurowe serwety

Ze starej porcelany i na koronkowym obrusie podwieczorek smakuje cudownie. Moje dzieła wydziergane szydełkiem z kordonku i lniany obrus z haftem richelieu zrobiony przez mamę. Obrusów mam sporo, bo uwielbiam szydełkowanie. Tej sztuki nauczyła mnie i moją siostrę mama. Siadałyśmy we trzy na kanapie i szydełka tylko migały. To zamiłowanie mam chyba w genach. Serwetkami i bieżnikami wykładam półki w kredensach i za każdym razem inaczej nakrywam nimi stół. Lubię położyć jeden obrus na drugim. Porcelanowa waza po babci męża promienieje wtedy jak panna młoda w koronkach ślubnej sukni. Posrebrzane łyżki dobraliśmy do wazy na targu na Kole.

Piękny kredens

Dębowy kredens z galeryjką kupiliśmy dwa lata temu od przyjaciółki, która przywiozła go z Francji. Półki wykończyłam szydełkową koronką. Kryształowe kieliszki do wódek i likierów dostałam w prezencie od babci koleżanki, która mieszka we wspaniałym starym domu w rejonie Périgord we Francji. Jeździmy tam na wakacje. Kieliszki do wina to rodzime Krosno. Pozostałe, delikatnie zdobione, kupiłam na wyprzedaży w AlmiDécor. Obok bawarskich dzbanków do kawy stoi srebrna cukiernica. Zanim do nas trafiła, wędrowała w czasach rewolucji między Lwowem, Moskwą a Warszawą.