Kuchnia Agaty ma teraz 25 m2. Sporządzeniem projektu przebudowy kuchni zajęła się przyjaciółka gospodarzy z czasów studenckich, architektka Iza Bucka. Oni, z zawodu lekarze i rodzice trójki dzieci, są bardzo zabiegani. Potrzebowali w tej sprawie mieć oparcie w kimś zaufanym.
Moje Mieszkanie: Dlaczego stół jest dla ciebie taki ważny?
Agata Skorupińska: Bo skupia bliskich sobie ludzi. Nasze życie przeniosło się do kuchni. Oboje z mężem lubimy gotować, dzieci nam towarzyszą, pomagają albo się bawią. Często odwiedzają nas krewni. Częstuję ich wtedy obiadem lub kolacją.
M.M.: Pewnie masz dużo różnych naczyń?
A.S.: Muszę być przygotowana i na większe, i na mniejsze przyjęcia. Od mamy dostałam dwa serwisy w drobne wzorki, mam też białe talerze. Do nich ładnie pasują ceramiczne czerwone i fioletowe misy czy wazony. W fiolecie jestem zakochana, więc zbieram je w tym kolorze przede wszystkim. Moje naczynia nie mają wielu zdobień. Nie przepadam za „barokowym” przepychem. Z jednym wyjątkiem. To filiżanki malowane w kwiaty, które dostałam od męża.
M.M.: Szklane misy i patery też wybierasz jak najprostsze?
A.S.: Są takie delikatne, dyskretne. Łatwo je wkomponować w różne zastawy. Sałatki świetnie w nich wyglądają, są apetyczne. W szkle nawet jabłko czy pomidor stają się dekoracją stołu. Kryształy wydają mi się zbyt ciężkie, narzucają swój styl. Tak w ogóle uważam, że to potrawy powinny być pierwszoplanowe, a nie naczynia.
M.M.: Czy zwykle przykrywasz stół obrusem?
A.S.: Najczęściej. Bez chociażby kawałka tkaniny wydaje mi się zbyt surowy, mało przytulny. Zwłaszcza tak duży jak ten. Wypatrzyłam go w BoConcept. Idealny - ucieszyłam się - ale był drogi. Postanowiliśmy jednak się nie wycofywać, oszczędziliśmy na innych rzeczach.