Paulina Budzińska-Nava jest tłumaczem przysięgłym języka hiszpańskiego. Jej pasją są taniec flamenco i jazz – gra na saksofonie! Kocha podróże do miejsc barwnych, pełnych zapachów i bogatej kultury. Ale jej ukochanym miejscem są Plajny. To niezwykłe siedlisko na Warmii, przy granicy z Żuławami, stworzone jako dom rodzinny i pensjonat  Ogród Dobrych Myśli. Pełen pięknych przedmiotów z duszą i historią. Gościom nie chce się stąd wyjeżdżać.
Moje Mieszkanie: Jak powstało to cudowne miejsce?
Paulina: Dom znalazła moja mama Zofia. Był w stanie upadku, ale ona postanowiła go kupić i uratować. Oboje z tatą są inżynierami budowlanymi – wiedzieli, jak to zrobić. Wspierała nas architektka wnętrz z Gdańska, Dorota Kamińska. Dom ma przeszło 200 lat. Może kiedyś mieszkali w nim mennonici, uchodźcy religijni z Niderlandów, którzy w delcie Wisły znaleźli na 400 lat spokój dla swoich rodzin.
MM: Czy zostały po nich pamiątki?
Paulina: Wierzymy, że dom! Może żelazko na duszę znalezione na terenie. O resztę wyposażenia postarałyśmy się z mamą. Ona ma dyplom inżyniera i duszę artystki – maluje obrazy i ma doskonały gust.
MM: Wasza kuchnia jest taka malownicza. Stare belki, kamionkowe naczynia zdobione niebieskim kolorem…
Paulina: Kolekcję zapoczątkowała moja mama. Szukała naczyń malowanych kobaltem typowym dla dawnej warmińskiej ceramiki. Niebieskie dekoracje występowały na piecach i kuchniach kaflowych oraz naczyniach dawnych mieszkańców Warmii i Żuław pochodzących z Niemiec i Holandii (Olędrów). Czasem, jak się poruszy ziemię, można znaleźć biało-niebieskie skorupy… Część sprzętów kuchennych zrobiono z drewna, które stanowiło konstrukcję domu.  
MM: Czy kolekcjonujecie z mamą jakieś konkretne przedmioty i wzory? Od jak dawna to robicie?
Paulina: Naczynia zaczęłyśmy zbierać 5 lat temu. Nie jest to jeden serwis, do którego dokupujemy elementy, lecz różne naczynia z motywami roślinnymi, sielskimi scenkami rodzajowymi, zwykle po kilka sztuk z każdego rodzaju. Mamy Indisch Blau, wzory cebulowe z różnych wytwórni, holenderskie kamionki. Takie same można i dziś spotkać w Holandii. Wszystko skromne i proste. Myślę, że podobałyby się dawnym mieszkańcom naszego domu – byli to ludzie pracowici, gospodarni i nielubiący zbytków.