Wakacje dla małej Oli oznaczały jedno – wypoczynek na wsi. Beztroskie dni w domku letniskowym sprawiły, że po dziś dzień kocha energię wiejskich chat. Gdy kilka lat temu poczuła, że miasto ją dusi, przejechała pół Polski w poszukiwaniu wymarzonego domu, by znaleźć go 20 kilometrów od miejsca, w którym wtedy mieszkała! Dwa lata temu wprowadziła się do starego poniemieckiego domu położonego w wiosce w otulinie Rezerwatu Smolary.  Nieustannie wynajduje, odnawia i kupuje kolejne skarby do swojej baśniowej kolekcji.

Wywiad z Olą, właścicielką prezentowanej kuchni

Moje Mieszkanie: Twoje zasoby kuchenne są imponujące. Czy wszystkiego używasz?
Ola: Oczywiście! Korzystam ze wszystkiego, chociaż szczerze wyznaję, że mam kilka perełek kupionych ze względu na ich urodę. Jednak zdecydowana większość mojej kolekcji to przedmioty użytkowe.
MM: Co doradziłabyś Czytelniczkom, które chciałyby stworzyć w swoich kuchniach podobny klimat?
Ola: Przy dużej liczbie kolorowych dodatków ważna jest neutralna baza. Ja postawiłam na biel oraz naturalne materiały – drewno i cegłę. Jeśli chodzi o dobór akcesoriów, kierujmy się intuicją. Warto też zdecydować się na nieszablonowe rozwiązania. Połączenie czerwonego z różowym lub starego z nowym potrafi przynieść spektakularne efekty.
MM: Widać u Ciebie nie tylko rzeczy współczesne, lecz także sporo staroci…
Ola: Kocham przedmioty z duszą. Ich niepowtarzalność i historia mnie zachwycają. Nie mogłabym mieszkać wyłącznie wśród nowych rzeczy. Tak naprawdę większość mebli i drobiazgów to rodzinne pamiątki (od dziecka byłam uczona szacunku do nich).  Fascynowały mnie skarby z dzieciństwa mojego taty. Pamiętam, że przechowywał je na najwyższej półce w naszym domu.Teraz sama dbam o te przedmioty, a dzięki wrodzonemu talentowi do wyszukiwania pięknych rzeczy nieustannie powiększam swoją kolekcję o, nie tylko wiekowe, skarby.
MM: A potem je odnawiasz, przerabiasz i... ciągle przestawiasz?
Ola: Uwielbiam zmiany! Moja kuchnia wciąż ewoluuje. Chyba nie ma tygodnia, bym czegoś nie przestawiła. Niemal wszystko robię sama, bo to sprawia mi największą radość. Poza tym jestem zosią samosią. Po zamieszkaniu tutaj jedynie murki i blaty zrobili rzemieślnicy, reszta to moja praca przy wydatnym wsparciu Jacka i niezwykle zdolnego szwagra. Uwielbiam również „jeździć” z moimi skarbami – zamieniając je miejscami, zestawiając ze sobą, bawiąc się kolorami i formami, tworzę wręcz nowe wnętrza. To zabawa bez końca – polecam!

Cały wywiad przeczytasz w kwietniowym Moim Mieszkaniu!