Kocie skarby

 Grodzisk

Ze starych sprzętów po babciach powstała wygodna kuchnia, w której toczy się życie codzienne i towarzyskie. Na ścianach niezliczone wizerunki kotów. W pomieszczeniu rezyduje połowa domowego zwierzyńca. W objęciach Janusza Fraczek, z bufetu zeskakuje Pszczółka, na stole: szara Chmurka i Jeżyk. Psy Agatka (czarna) i Imbir też chętnie pozują.

Fot. Marcin Czechowicz

Janusz Grotek kocha gotowanie i… zwierzęta. Ulubieńcy rodziny, osiem kotów i dwa psy towarzyszą mu w kulinarnych zmaganiach. Koty stały się także motywem przewodnim wielu dekoracji, które dopełniają zbiór pieczołowicie przechowanych mebli i naczyń po rodzicach i dziadkach żony.

Janusz z wykształcenia jest ogrodnikiem, pracuje w branży motoryzacyjnej, a jego pasja to gotowanie. Kocha eksperymenty kulinarne, książki fantasy i zwierzęta. Znakomicie ogarnia czeredę zwierzaków. Dorota, jego żona, także miłośniczka przyrody, w kuchni jest jedynie podkuchenną.

Moje Mieszkanie: Idealnie wstrzeliłeś się w modny trend: mężczyźni gotują.

Janusz: Nie idę za modą, zawsze to lubiłem. Prowadzimy kuchnię wegetariańską, która zajmuje sporo czasu, ale naprawdę mnie bawi. Poza tym lubimy dobre jedzenie, więc je nam zapewniam. Hoduję nawet własne warzywa: dynie, cukinie, patisony.

MM: Ładnie urządziłeś kuchnię. Tyle tu starych rzeczy…

Janusz: To nie ja. To zasługa żony i jej antenatek – ja tu tylko gotuję. (śmiech) Ten dom ma ponad 100 lat. Od kiedy w nim zamieszkaliśmy, przeprowadziliśmy wiele remontów i modernizacji, ale nie pozbyliśmy się niczego, co zostawiły prababcia i babcia Doroty. Większość mebli, porcelana, szkło, sztućce, serwety, obrusy, a także przybory kuchenne były tu od zawsze i używamy ich do dziś. Nie znajdziesz w naszej kuchni plastiku i silikonu.

MM: Sentyment do rodzinnej schedy zwyciężył nad dążeniem do nowoczesności?

Janusz: Nowoczesny to lubię mieć samochód. W kuchni jestem trochę konserwatywny, choć eksperymentuję ze smakami. Lubię naszą. Stare słoje, kamienne garnki i formy są niezastąpione. Żebyś zobaczyła, jak w czasie świąt na stół wjeżdżają babcine serwisy, karafki, stare nakrycia – Dorota umie z nich wyczarować coś pięknego!

MM: Zauważyłam, że mieszka z wami kilkadziesiąt kotów.

Janusz: Eeee, chyba mniej…

MM: Na obrazkach, podkładkach, zasłonkach, durszlaku i jeszcze w paru miejscach: na parapecie, stole, blacie. Pogubiłam się, ale widzę: koty rzadzą!

Janusz: No tak... Lubimy koty, jeśli o to ci chodzi. Moja żona zawsze wyśledzi filiżankę ozdobioną wizerunkiem kota – jeśli jest ładna, natychmiast stajemy się jej właścicielami. Wszystkie nasze koty są uratowane z ciężkich życiowych opresji. Mamy tu osiem trudnych kocich życiorysów plus dwa psie.

MM: Nie jest łatwo skonsolidować takie towarzystwo w zgraną rodzinę!

Janusz: To ciężka codzienna praca, ale uwierz mi, wychodzimy na swoje. Dają tyle radości... i potrafią rozśmieszyć nas do łez. Zapewniają nam też dużo ruchu.  

MM: A co zbieracie poza kotami?

Janusz: Stare i nowe blaszane puszki, przedmioty z motywami ptaków, wzorzyste papierowe serwetki. To domena mojej żony, ale ona jest wybredna, więc nie ma tego bardzo dużo; no może poza serwetkami. Dorota ma ich niezliczone ilości. Mnie jednak bardziej interesują kolekcje przypraw, zarówno rodzimych, jak i egzotycznych. Potrafią zdziałać cuda.

Ocena: 0
Tekst: Bożena Kowalewska Zdjęcia: Marcin Czechowicz

POLECANE ARTYKUŁY