O Violetcie Flugel bez przesady można powiedzieć, że nie boi się żadnej pracy. Z wykształcenia jest socjolożką, pracowała jako nauczycielka i księgowa. Od czterech lat prowadzi galerię internetową (Interior-magiawnetrza.pl) z dekoracjami do wnętrz oraz starymi meblami, które pieczołowicie odnawia. Kolekcjonuje porcelanę, wyroby cynowe, platery, oleodruki…
Moje Mieszkanie: Masz przynajmniej dwa dobre zawody. Dlaczego porzuciłaś je na rzecz odnawiania i sprzedawania dawnych przedmiotów?
Violetta: Z pasji. Najpierw to było tylko hobby kolekcjonerskie uprawiane razem z mężem. Gdy zaczęłam mieć dosyć
swojej pracy, postanowiłam zająć się czymś, co sprawia mi przyjemność. Nie miałam wątpliwości, co to będzie.
M.M.: Zaimponowały nam Twoje zbiory kuchenne. Skąd pomysł na błękity?
Violetta: Z dzieciństwa. Najpiękniejsza kuchnia była u mojej babci, każdej wiosny malowana przez dziadka ultramaryną
z wapnem na niebiesko. Babcia nie miała porcelany ani angielskich fajansów, ale cudowne emaliowane naczynia: kubki, wiadra, miski, chochle. Wszystko niebieskie.
M.M.: Ładnie przełożyłaś tę inspirację. Szkoda tylko, że szafki kuchenne nie są przezroczyste – można by wtedy zobaczyć wszystkie Twoje skarby.
Violetta: Zawsze chciałam mieć białe kredensy z przeszklonymi drzwiczkami, ale te meble są z nami od zawsze, żal się z nimi rozstać. Rozjaśniam je nowymi nabytkami, np. białym pomocnikiem kuchennym, obrusami, serwetkami. Kocham koronki!
M.M.: To widać w całym domu. A co nie rzuca się w oczy, a Twoim zdaniem jest ważne w sztuce stołu?
Violetta: Sztućce. Mam ich dużą kolekcję, naprawdę jest czym się zachwycać. Moi goście nieraz podają je sobie z rąk do rąk, podziwiając kunsztowny wyrób.