Nasza bohaterka z wykształcenia jest gastronomem. Pracuje w zawodzie, prowadząc od 15 lat
– z powodzeniem i przyjemnością – restaurację Venezia w Gryfinie.

Moje Mieszkanie: Rozumiem, że nazwa restauracji wynika z Twojej wielkiej miłości do Włoch?
Ewa: Oczywiście. Wszystko mi się tam podoba: krajobraz, klimat, ludzie, kuchnia, zabytki, bez końca mogłabym wyliczać, za co kocham Włochy. Dzielę tę miłość z Rainerem, moim mężem. Wspólne podróże do Włoch to nasze najpiękniejsze chwile. Tam powzięliśmy decyzję, jak ma wyglądać nasz przyszły dom.
M.M.: Czyli?
Ewa: Tak, jak widzisz. Jest ciepły, przyjazny, pełen pamiątek rodzinnych i z podróży. Zależało nam na klimacie dawnego domostwa.
M.M.: Twoje zbiory porcelany idealnie pasują do takiej idei domu. Czy masz ulubioną manufakturę?
Ewa: O tak! Za każdym razem, gdy widzę cacka z berlińskiej manufaktury KPM,serce zaczyna mi bić mocniej.
M.M.: Czy masz jakieś ciche marzenie porcelanowe?
Ewa: Marzy mi się serwis kawowy z KPM,ale jeszcze na niego nie trafiłam. Wiem,że gdzieś jest i czeka na mnie.
M.M.: Skąd takie upodobanie do porcelany, z domu rodzinnego?
Ewa: Nie, moja mama zupełnie nie ceniła starych przedmiotów. Moje zbiory to osobiste zamiłowanie i efekt wieloletniego szperania na flomarktach, w antykwariatach w Polsce, Niemczech i wszędzie, gdzie podróżujemy z mężem. Z czasem trafiła do nas porcelana mamy Rainera, to nasz prawdziwy skarb.
M.M.: Wiem, że zbierasz także stare lampy i tekstylia.
Ewa: Mam słabość do obrusów. Czy widziałaś, jak misternie były robione? Te mereżki, hafty, koronki, aplikacje i ażury...
Po wygotowaniu i wykrochmaleniu wyglądają jak nowe, położone na stole zawsze budzą zachwyt moich gości. Zbieram też inne tkaniny dekoracyjne: kapy, zasłony, bieżniki,wykorzystuję je rozmaicie, np. zazdrostki w kuchni zrobiłam ze starych poszewek. Lampom też darowuję drugie życie. Znam czarodzieja w Szczecinie, który każdej umie przywrócić świetność.