Jako dziecko Maria mieszkała w bloku na warszawskim Rakowcu, na 9. piętrze. – Stałam w oknie i marzyłam, aby ptaki i drzewa oglądać z dołu, a nie z góry – wspomina nasza bohaterka. – Po założeniu rodziny trafiłam na Bielany, już pomyślniej, bo na 2. piętro. Gdy byłam w ciąży z czwartą córką, postanowiliśmy, że kupujemy dom.

Dom spełnionych marzeń

Szczęśliwie los pokierował Marysię na Choszczówkę – zieloną dzielnicę Warszawy. W 2003 roku razem z rodziną zamieszkała w skromnym nowo wybudowanym domu, który poprzednia właścicielka zmuszona była sprzedać. – Zachwyciła mnie jego lokalizacja przy szerokiej, oświetlonej ulicy z wejściem do lasu, gdzie sosny, brzozy i ptaki można obserwować z dołu. Dom miał w sobie potencjał, który starałam się jak najlepiej wykorzystać. Otworzyliśmy przestrzeń na parterze. Zmieniliśmy dach, okna, elewację.

Schronisko dla staroci

Już w mieszkaniu na Bielanach Marysia zaczęła gromadzić meble. Pierwszy był kredens, który do dziś stoi w kuchni. – Często na wsiach znajdowałam wiele pięknych mebli (dla mnie prawdziwe dzieła sztuki, nierzadko wykonane przez artystów rzemieślników) i – oniemiała z zachwytu – wiedziałam, że muszę je ratować. W domach rolników nie zajmowały one honorowych miejsc, często wyciągałam je zaniedbane z ciemnych komórek. W końcu wszystkie te zbiory znalazły godne miejsce w moim domu w Choszczówce. Chociaż kochamy ten dom, zdecydowaliśmy o tym, żeby go sprzedać. Teraz szukamy innego miejsca, w którym rozwiniemy skrzydła.