O wyborze tego, a nie innego mieszkania zadecydowało kilka czynników. Najważniejsze z nich to lokalizacja (Marta i Michał mieli pracę we Wrześni, więc nie chcieli jej opuszczać), zaciszne zielone osiedle blisko centrum miasta (miło i wszędzie blisko!), spory balkon (oboje pragnęli go mieć) oraz winda i duża skrytka  lokatorska (przy dzieciach, wózkach, sankach – doskonałe rozwiązania). Jeszcze przed odbiorem od dewelopera wiedzieli, jak powinno wyglądać ich nowe gniazdko…  

Wszystko w głowie

Miałam gotową wizję, jakie ono będzie – opowiada pani domu. – Jasne, przestronne i funkcjonalne. Dlatego biel jest wszechobecna (działa na mnie jak balsam). Wyburzyliśmy ścianę między pokojem i kuchnią, zastępując ją półwyspem. W ten sposób jest więcej miejsca i przestrzeni, przygotowując posiłki, nie traci się  kontaktu z domownikami i gośćmi.– dodaje. Marta kocha styl skandynawski, co się czuje, patrząc na urządzone przez nią wnętrza. Nie jest jednak ortodoksyjna: chętniełączy proste nowoczesne wyposażenie ze stylowym. – Lubię eksperymentować, np. zestawiłam wiekowe (albo tak wyglądające) fotele z sofą z sieciówki. Moim zdaniem te meble nie tylko się uzupełniają, lecz także wzajemnie podkreślają swoją odmienną urodę poprzez kontrast. Mam ulubiony sklep ze starociami, który odwiedzam przynajmniej raz na miesiąc, bo lubię rzeczy, które mają swoją historię. Coś kupuję, przerabiam, odnawiam. Nie boję się wyzwań – ani szlifierka, ani wiertarka mi niestraszne. Wiele rzeczy robię sama, a część z tych dokonań prezentuję na blogu Mylittlehomemypassion.pl. Kiedy wnętrze mi się znudzi, robię przemeblowanie. Nieustannie coś ulepszam, a przynajmniej się staram. To mój żywioł. W trakcie metamorfoz czuję się jak ryba w wodzie!