To jak? Wybieramy 74 metry kwadratowe na trzecim piętrze? – zapytał Bartek. Odpowiedź Ady była krótka: „OK!”. Decyzję o kupnie mieszkania (3-pokojowego w stanie deweloperskim) podjęli niemal spontanicznie. Chcieli zamieszkać sami, bez rodziców. – Od momentu odebrania kluczy robiliśmy wszystko, by szybko się tu wprowadzić. Przez pierwszy miesiąc zmywałam naczynia pod prysznicem, bo zmywarka i zlew nie były podłączone. Spaliśmy w salonie. Ale cieszyliśmy się, że jesteśmy wreszcie u siebie – wspominają.

W dobrą stronę

– Nie mieliśmy dużo czasu, by zastanawiać się nad wyglądem wnętrz. Postawiliśmy więc na dość neutralną bazę (szare ściany, jasna podłoga, biała kuchnia) – tłumaczy Ada. Dlaczego? – Bo w takim mieszkaniu łatwo można dokonywać zmian za pomocą dodatków. Później okazało się, że to był strzał w dziesiątkę.

Aktywnie na blogu

– Po przeprowadzce siedziałam w domu z roczną wtedy córeczką i, nie ma co ukrywać, miałam dużo wolnego czasu. Pewnego wieczoru postanowiłam, że założę blog, na którym będę pokazywać nasze mieszkanie, postępy w urządzaniu się. Ten świat mnie wciągnął – mówi Ada. Dzięki blogowi trafiłam w internecie na wielu wspaniałych ludzi i ciekawe miejsca, dostałam sporą dawkę inspiracji, a także przekonałam się, że to, czego szukam i co podoba mi się najbardziej, to właśnie styl skandynawski.

Witaj w domu!

Kompletując elementy wyposażenia, Ada nie raz miała problem ze znalezieniem idealnych dodatków. Wpadła więc na pomysł, że sama zacznie je sprowadzać z zagranicy, a niektóre nawet projektować (ma uzdolnienia plastyczne, jest estetką). Założyła z mężem sklep internetowy Ahojhome.pl (nazwa to połączenie czeskiego cześć i angielskiego dom; w wolnym tłumaczeniu „witaj w domu”). W logo firmy umieścili kotwicę. – Wiadomo, styl skandynawski kojarzy się z morskimi klimatami, a w domu warto czasem zarzucić kotwicę – mówi para. – My zarzuciliśmy. I czujemy się tu szczęśliwi!