Zapytana o największą pasję Kasia bez wahania odpowiada, że są to wnętrza. Zaraz potem – podróże. Nieważne, czy znów wylądowała na egzotycznym krańcu świata (ostatnio z rodziną ukochała sobie Amerykę Południową), wyskoczyła z córkami do kina, czy właśnie pije z koleżankami kawę w jednej z warszawskich kawiarni. Mimochodem zawsze rejestruje wysmakowane detale – unikatową mozaikę na ścianie, kultowy model lampy czy ładny rysunek drewna na blacie chwiejącego się stołu.

Prostota górą

Nie wszystko, co ją intryguje, przekłada na własne projekty. Najchętniej tworzy wnętrza proste, ponadczasowe, które dość łatwo można zdefiniować na nowo. Takie jak to, które zaprojektowała dla siebie i swojej rodziny. – Już myślałam, że nic z tego nie będzie – opowiada. – Gdy 13 lat temu po raz pierwszy tu przyjechaliśmy, okazało się, że na całym osiedlu zostały tylko dwa domy – oba zarezerwowane przez tę samą osobę. Mogliśmy jedynie mieć nadzieję, że wybierze ona ten, który nam mniej odpowiadał – dodaje.

Projekt na lata

Los im sprzyjał. Kilka miesięcy później, po paru poprawkach wprowadzonych do projektu dewelopera i intensywnym, lecz przebiegającym zgodnie z planem remoncie, mogli się wprowadzać. Choć Kasia z racji zawodu śledzi wnętrzarskie trendy, łatwo im nie ulega. – Rodzina to żywy organizm, jej potrzeby się zmieniają, dzieci dorastają – mówi. – Wnętrze powinno zatem być dostosowane do bieżących potrzeb domowników, a nie aktualnie panującej mody. Warto więc zadbać o uniwersalną bazę, a trendy przemycać w dodatkach.