Doskonale pamiętam, kiedy pierwszy raz przyjechaliśmy do Studzienek – opowiada Patrycja Cywińska-Gacka. – 15 marca 2015 roku znaleźliśmy ogłoszenie o sprzedaży siedliska, wsiedliśmy do auta i nie oczekując niczego nadzwyczajnego, pojechaliśmy na miejsce. Mimo szarzyzny przedwiośnia zakochaliśmy się w tym domu i jego otoczeniu. Od razu poczuliśmy, że to nasze miejsce na ziemi! Jakież było nasze rozczarowanie, gdy okazało się, że sprzedający już są po słowie z innymi nabywcami!

Siła przekonywania

Patrycję i Michała ogarnęła czarna rozpacz. – Nie chcieliśmy słuchać, że właściciele następnego dnia podpisują umowę przedwstępną – mówią. – W końcu udało się przekonać gospodarzy (Monikę, behawiorystkę psów, oraz Daniela, doktora filozofii, specjalistę od Heideggera), cudownych ludzi, że siedlisko powinno być nasze! Przyjaźnimy się do dziś i często spotykamy. Nikt, tak jak Daniel, nie potrafi opowiadać o duchach z pobliskich lasów, siedząc przy ognisku aż do świtu i popijając nalewki z czarnego bzu…

Szybka adaptacja

Dom, chociaż ponadstuletni, był w bardzo dobrym stanie, bo przed sprzedażą przeszedł remont. Trzeba było jednak dokonać adaptacji poddasza, ale i tak można się było wprowadzić niemal od razu. Do ideału brakowało tylko balkonu na piętrze. Patrycja i Michał zaprojektowali go w duchu całego obejścia. Jeszcze tylko kwiaty w ogrodzie i… pełnia szczęścia osiągnięta!