To była krótka piłka. W momencie, gdy podjęli decyzję o opuszczeniu centrum Poznania, wiadomo było, że wybudują się w bezpośrednim sąsiedztwie rodzinnego domu Wojtka. Odpadła im więc żmudna robota w postaci poszukiwań idealnej działki. – Cały proces trwał niewiele ponad rok – przyznaje Wanda. Cieszy ich podmiejska lokalizacja oraz bliskość dziadków. – Zawsze można pożyczyć od nich przysłowiową szklankę cukru. A odkąd na świecie są dziewczynki, dziadkowie stanowią dla nas nieocenione wsparcie – dodaje.

Rodzinny azyl


Chcieli mieć przytulny, wypełniony światłem dom. Z dużą, wygodną sofą w salonie oraz drewnianym stołem, przy którym mogliby przesiadywać z rodziną i przyjaciółmi do późnego wieczora. Wanda kocha zmiany we wnętrzu, dlatego potrzebne były im proste, neutralne rozwiązania. Wojtek całkowicie jej zaufał. Uznał, że najlepsze efekty osiągną, gdy będzie miała wolną rękę. Nie pomylił się. Jej naturalna smykałka do dekorowania oraz wyszukiwania niebanalnych dodatków, pokaźna kolekcja magazynów wnętrzarskich oraz tysiące inspiracji płynących z polskich i zagranicznych blogów pozwoliły stworzyć wnętrze, o jakim oboje marzyli.

Urok rękodzieła

Nie lubią zagraconej przestrzeni – starannie filtrują przedmioty, które trafiają do ich domu. Najcenniejsze są te ręcznie wykonane, pochodzące z niewielkich pracowni. Chętnie je kupują i nimi żonglują – drewniane stołki od marek Daro Meble oraz Wild Wood Stories wędrują po całym domu. Kolekcja makram i plakatów powiększa się z miesiąca na miesiąc. – Mamy ich już całkiem sporo i ciągle pojawiają się nowe. Wojtek się śmieje, że niedługo na ścianach zabraknie na nie miejsca – wyjaśnia Wanda.