W 2008 roku Izabela pojechała z przyjaciółką na Kubę. Dotarły na sam jej kraniec, do najstarszego miasta Baracoa. Tam Iza zobaczyła na scenie grającego z zespołem Yoilana. Doprowadziła do tego, że jeszcze tego samego wieczoru się poznali i… przez tydzień byli nierozłączni! Potem musiała wrócić do kraju. Pół roku później znów odwiedziła Kubę, a raczej jej jednego mieszkańca. Wtedy podjęli decyzję o ślubie i przyjeździe Yoilana do Polski.

Małe mieszkanie: niech żyje miłość polsko-kubańska!

Mniej więcej w rocznicę poznania się, po walce z urzędnikami i wieloma innymi przeszkodami zostali małżeństwem. – Ten drugi wyjazd na Kubę był dla mnie szczęśliwy także pod innym względem – opowiada Izabela. – Sfotografowałam wówczas dwie dziewczynki, a zdjęcie wysłałam na Wielki Konkurs Fotograficzny National Geographic w 2010 roku i… dostałam Grand Prix! Do tej pory jestem jedyną kobietą, której się to udało! – mówi z dumą. Młoda para wynajęła mieszkanie na warszawskim Żoliborzu,
ale marzyła o własnym kącie. W 2011 roku dowiedzieli się, że mogą wziąć „kredyt z dopłatą”, lecz możliwość taka wygasa w ciągu miesiąca! Zaczęli gorączkowo szukać mieszkania w swojej ukochanej dzielnicy. Jednak ceny nowych lokali były zaporowe. – Ale ja nie chciałam tracić czasu na zmiany po lokatorach – mówi Iza. – Znaleźliśmy jasne, słoneczne dwa pokoje z kuchnią na pograniczu Żoliborza i Bielan. Nasze urządzanie zaczęliśmy od przerobienia kuchni na pokój dziecięcy (byłam już w ciąży), i zaprojektowania aneksu kuchennego w salonie. Choć to ja jestem odpowiedzialna za wystrój, mąż akceptuje moje pomysły, a nawet wiele remontowo-aranżacyjnych prac wykonuje sam! Zresztą do wykończenia mieszkania nikogo nie zatrudniliśmy. Pomagał nam przyjaciel Kubańczyk, Renel (którego pasją są prace budowlane, chociaż jak mąż jest muzykiem) oraz mój tata.

Wnętrza jak wyspa słońca

Iza przez wiele lat mieszkała w ciemnym mieszkaniu, Yoilan żył na słonecznej Kubie – zrobili więc wszystko, by ich dom był jasny i pełen blasku. Dużo bieli, drewna jasnego lub bejcowanego na biało, niezasłonięte okna wpuszczające światło. – Czyż trzeba czegoś więcej? – pyta z uśmiechem Iza