Nasza bohaterka mówi o sobie, że ścierają się w niej dwie natury: analityczna i artystyczna. Swego czasu nawet rozważała studia na ASP, ale ostatecznie postanowiła zgłębiać arkana finansów i bankowości oraz, po jakimś czasie, marketingu. Mając spore osiągnięcia w tych dziedzinach (jest członkiem ACCA, międzynarodowej organizacji zrzeszającej profesjonalnych księgowych), nie przestała mieć ambicji artystycznych. Od chwili, gdy urządziła swój dom, nabrała także odwagi do dekoracji wnętrz powierzonych jej przez bliskich.

Łatwo nie było…

Dom został zaprojektowany i zbudowany przez właścicieli z pomocą ojca Barbary – inżyniera budowlanego, który nadzorował prace i doradzał przy wszystkich technicznych dylematach. Korzystano także ze wskazówek rodziców i teściów oraz z konsultacji ze znajomym architektem z Anglii (za pomocą Skype’a). Trudy podejmowania decyzji o rodzaju pieca, grubości styropianu w ścianach czy uzbrojenia w suficie zostały zapomniane, gdy przyszedł czas na wnętrza. Pani domu z największą przyjemnością zaprojektowała je sama, ale przyznaje, że początkowo zamęczała męża coraz to nowymi koncepcjami. Gdy już odwiedziła wszystkie sklepy wnętrzarskie w Warszawie i okolicy, przestudiowała stosy magazynów i albumów, jej wizja skrystalizowała się.

Sama przyjemność

Urzekł ją klasyczny styl nowojorski – kwintesencja prostoty i wyrafinowania zarazem. Ciemne meble, neutralne kolory ścian i tkanin, dużo luster i lśniącego srebra czynią go ponadczasowym oraz niebywale eleganckim. Gdy pięć lat temu urządzała swój dom, nie było jeszcze zbyt wielu sklepów oferujących nowojorskie meble i dodatki. Teraz ma swoje ulubione, jak Mintgrey.pl czy Westwing.pl i często ulega pokusie, powiększając zapasy dekoracyjnych dodatków gromadzonych na strychu. Meble jej nie interesują, bo ich zakup był naprawdę dobrze przemyślany.