Gdy lata temu Dariusz kupił niewielki domek letniskowy w rodzinnym Puszczykowie, nie mógł nawet przypuszczać, że kiedyś razem z żoną postawi w jego miejscu prawdziwy dom. Raz, że chatkę zamierzał wynajmować, a dwa, że Dominiki jeszcze nawet nie znał.

Męska decyzja

Dziś, gdy w ciepłe wiosenne wieczory siadają na tarasie i spoglądają na bawiące się na trawie dzieci, trudno im uwierzyć, że sprawy potoczyły się tak szybko.  Julka miała wtedy dwa latka, Gucio był w drodze. Zgodnie uznali, że to najwyższy czas na realizację marzenia o własnym domu. Od dawna sobie wyobrażali, że będzie on parterowy. Jakież było ich zdziwienie, gdy okazało się, że warunki zabudowy na to nie pozwalają. Godzinami dyskutowali więc o alternatywach i zawzięcie poszukiwali zastępczych rozwiązań, aż w końcu udało im się trafić na projekt niewielkiego domu dwukondygnacyjnego. Uznali, że zaryzykują, bo przecież i tak najważniejsza jest malowniczo położona działka. I to, żeby być razem, na swoim. Potem poszło już z górki. Darek z godnym podziwu zaangażowaniem pilnował budowy, żona powoli kompletowała wyposażenie.

Sprawna realizacja

Dominika dobierała kolory, materiały wykończeniowe oraz meble. Sofę, komody i oświetlenie kupiła z wyprzedzeniem – składowała je potem na strychu u rodziców. Zachęciła męża, by spróbował sił w majsterkowaniu. Dzięki temu zyskała kilka mebli jedynych w swoim rodzaju. Zadbała o każdy szczegół – od listew przypodłogowych po dekoracyjne pod sufitem. Pomyślała nawet o tym, by w dniu przeprowadzki posadzić przed domem pamiątkowe drzewo.